środa, 4 lipca 2018

Komiks „Szczęściarz z rocznika 1917”

Felicjan Łada

"Szczęściarz z rocznika 1917" to ilustrowana opowieść biograficzna oparta na losach Felicjana Łady, którego życiorys wpisuje się w najważniejsze wydarzenia historii ostatniego wieku. (…) Książka jest próbą ukazania zwykłego człowieka o niezwykłym charakterze, a pod jego nietypową formą kryje się zapis wspomnień głównego bohatera. Z jej kart przemawia sam narrator, a dzięki rysunkom dodatkowo patrzymy na świat jego oczami. Opowieść wykracza jednak poza ramy "zwykłego" pamiętnika, choć zachowuje bardzo emocjonalny, osobisty charakter. Mówi o czymś więcej – osią narracji jest człowiek i jego życiowe wybory, będące w sytuacji granicznej niejako sprawdzianem człowieczeństwa (z opisu wydawnictwa).

Autorką scenariusza komiksu jest Agnieszka Kosko-Hołowczyc, absolwentka socjologii Uniwersytetu Gdańskiego, nauczycielka, trójmiejska przewodniczka. Warstwę graficzną stworzyła Wanda Swajda, absolwentka wydziału rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, artystka i animatorka aktywności plastycznych dla dzieci i młodzieży.
Komiks można kupić w księgarni internetowej Muzeum Stutthof.
_____________________________________________

Felicjan Łada – “Szczęściarz z rocznika 1917”, więzień polityczny KL Stutthof nr 18 252

„Miałem szczęście, zgodnie z moim imieniem,
bo felix z łac. znaczy szczęśliwy…
Drwili z tego SS-manni już w gestapo w Gdańsku,
wysyłając mnie do Stutthofu
…Wbrew ich nadziejom – przeżyłem”
(Felicjan Łada, ur. 18-09 1917 r. w miejscowości Niemce, dziś Sosnowiec)

Ojciec Felicjana, Stanisław Łada, za działalność w PPS został zesłany w latach 1904-1905 na Syberię. Po powrocie pracował jako główny elektryk w wielu kopalniach Zagłębia Dąbrowskiego. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w końcu lat dwudziestych XX wieku, cała rodzina przeniosła się na Wybrzeże do powstającego nowego wielkiego miasta – Gdyni. Ojciec podjął tam pracę w warsztatach portowych Marynarki Wojennej. Zafascynowany okrętownictwem Felicjan praktykował u ojca w pracy, snując marzenia o stoczniowej przyszłości w ukochanej Gdyni.

Wybuch wojny i zajęcie Gdyni przez hitlerowców pokrzyżowały wszelkie plany. Rodzina Ładów została przymusowo wysiedlona z Gdyni i skierowana do miejscowości rodzinnej. Brat Felicjana – Zdzisław Łada, ranny w obronie Kępy Oksywskiej, dostał się do niemieckiej niewoli, a następnie został karnie przeniesiony do KL Flossenburg. W Zagłębiu ojciec z Felicjanem od wiosny 1940 roku aktywnie działali w Związku Walki Zbrojnej prowadząc działalność sabotażową i pomagając osobom zagrożonym. Jesienią 1940 roku rodzinie udało się wrócić do Gdyni, przemianowanej przez Niemców na Gotenhafen. Felicjan podjął tam pracę fizyczną przy budowie doków pływających w stoczni na Oksywiu, następnie został kreślarzem w niemieckich biurach administracyjnych miasta. Wykorzystując swoje stanowisko pracy i okoliczności Felicjan podjął kolejne akcje konspiracyjne w ZWZ/AK i podziemnym harcerstwie – m. in. wykradł wojskowe instrukcje, skopiował plany i mapy. W lecie 1942 roku Stanisław Łada został aresztowany i po długotrwałym śledztwie wysłany do KL Stutthof. Ten sam los spotkał jego syna – gestapo zjawiło się po Felicjana 26 listopada 1942 roku. Zatrzymanie miało związek z rozpracowaniem struktur organizacji na Wybrzeżu, aresztowaniami objęto kilkaset osób – większość z nich po kilku tygodniach trafiła do Stutthofu. Felicjan Łada przekroczył bramę obozu 20 stycznia 1943 roku, otrzymując numer 18252 jako „Polizeihaftling” (więzień policyjny do dyspozycji gestapo).              
W kwietniu 1943 roku, na skutek fatalnych warunków obozowych i niezaleczonych chorób jeszcze z okresu zesłania, Stanisław zmarł w stutthowskim rewirze. Jedynym pocieszeniem Felicjana była od tego okresu prowadzona nielegalnie korespondencja z matką (zachowana do dnia dzisiejszego). Czesława Łada zrozpaczona po śmierci męża umierała ze strachu o swoich synów. Mimo ogromnego zagrożenia wysyłała grypsy do obozów, a nawet przyjechała do Stutthofu, by choć przez parę minut zobaczyć syna w czasie zorganizowanego tajnego widzenia. „Kochana Mamusiu! Widziałem, że chwila ta zrobiła na Tobie b. duże wrażenie, że kosztowało Cię to bardzo dużo sił i nerwów. Proszę Cię, więc na wszystko, zaniechaj tego Mamusiu. Oszczędzaj swe siły, nerwy i zdrowie i nie narażaj się. Zobaczymy się i pozostaniemy już na zawsze wkrótce”.

W czasie pobytu w Stutthofie Felicjan pracował większość czasu w obozowych warsztatach przy produkcji i reparacji broni, od lata 1944 roku. był zaś kreślarzem w działających przy Stutthofie Niemieckich Zakładach Wyposażeniowych (DAW). Od samego początku działał w więźniarskim ruchu oporu, zarówno prowadzonym na słynnym polskim bloku nr 5, jak także w miejscu pracy. Felicjan stał się jednym z czołowych organizatorów stworzenia „tajnego planu zbrojnego”, zabezpieczania broni i amunicji na wypadek likwidacji obozu. „Stworzyliśmy plan sforsowania drutów, likwidacji strażników i podjęcia walki. Zdecydowaliśmy, że nie damy się darmo wykończyć”.

Z miejsca pracy Felicjan obserwował tragiczne wydarzenia rozgrywające się w obozie, był m. in. naocznym świadkiem przybywania do obozu transportów żydowskich i ich uśmiercania. „Do DAWu przychodziły zlecenia na „Feldkisten”, a to wskazywało, że szykuje się duży transport. Wielu SS-manów kradło: od komendanta do Kommandofuhrera. Kosztowności, cenne rzeczy ładowali do skrzyń i jako pocztę polową wysyłali do domów”.
Ewakuowany z obozu drogą pieszą 25 stycznia 1945 r. Po kilku dniach wyczerpującego marszu wykorzystując okazję uciekł wraz z dwoma kolegami w Niestępowie na Kaszubach. Po wyczerpującej wędrówce i noclegach wśród zasp śnieżnych dotarł do ukochanej Matki. Wiele miesięcy później powrócił do domu, po ponad 5 latach niewoli, jego brat.
Felicjan za wszelką cenę chciał kontynuować naukę i pracować w ukochanej stoczni. Na jego barkach ciążyło wszak utrzymanie rodziny, pracował więc bardzo ciężko, ponad siły. Po pracy pędził na Politechnikę Gdańską, by zrealizować marzenie Ojca – uzyskać tytuł inżyniera. Udało mu się ukończyć studia, ale nie bez szykan i problemów natury politycznej. Wyczerpany organizm wkrótce odmówił posłuszeństwa, obóz dał o sobie znać ponownie. Lekarze z gdyńskiego szpitala uratowali Felicjanowi życie, tamując liczne krwotoki, na które cierpiał.
Powrócił do pracy wcześniej niż zalecano, bał się o utratę pracy. Wiele razy przesłuchiwany przez UB, nakłaniany do współpracy, nigdy nie wstąpił do partii. „Chcieli koniecznie abym „się zaczerwienił”, grożono, że oskarżą mnie o sabotowanie pracy”. Z racji pochodzenia i działalności w ZWZ-AK przydzielane stanowiska zawodowe nie były nigdy w pełni adekwatne do jego wykształcenia i możliwości. Nie doczekał się nigdy uznania, mimo, że opatentował wiele wynalazków stoczniowych, był współautorem metody i realizacji łączenia połówek statków na wodzie. Mówi dziś o sobie: „Byłem wtedy czarną owcą, ale nigdy czerwoną!” Stał się jednym z inicjatorów powstania Muzeum Stutthof. Po przejściu na emeryturę aktywnie działał w stowarzyszeniach byłych więźniów oraz organizacjach kombatanckich.

Felicjan Łada zmarł 5 listopada 2017 r. dożywszy 100 lat.

 „Nie zeszmacić się, a pozostać sobą – to był mój cel w obozie. Być zawsze człowiekiem i widzieć w drugim też człowieka, nawet wtedy gdy był to SS-man… Jednego z nich, przyzwoitego, potem w sądzie po wojnie poratowałem, mówiąc prawdę…”.  (Fragment relacji Felicjana Łady).


Słowo wstępne oraz wybrane strony komiksu.

Jedna z recenzji.





piątek, 22 czerwca 2018

Więźniowie rosyjscy w KL Stutthof

Nikołaj Kuzniecow - Marsz Śmierci

W dniu wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, 22 czerwca 1941 r. aresztowani zostali sowieccy marynarze ze stacjonujących w Gdańsku i Gdyni statków, a 38-osobowa załoga statku „Magnitogorsk” została skierowana do obozu Stutthof wraz z kapitanem Dalkiem, który opisał pobyt załogi statku w obozie Stutthof:

22 czerwca 1941 r. o godz. 3 w nocy załoga statku „Magnitogorsk” została aresztowana przez gestapowców i w przeciągu 15 minut siłą wypędzona ze statku. O świcie wszystkich 33 ludzi załadowano na samochody i pod silną eskortą żołnierzy SS z automatami i ręcznymi granatami, wywieziono do obozu koncentracyjnego Stutthof. […] Przybyłych marynarzy z „Magnitogorska” natychmiast przebrano w brudną aresztancką odzież, uprzednio zabrawszy wszystkie osobiste rzeczy i ubrania. Internowani marynarze, wbrew międzynarodowemu prawu, znaleźli się w warunkach więźniów obozu koncentracyjnego i poddani zostali wszystkim okropnościom hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Żywili bardzo kiepsko - z rana szałwia i kawałek chleba buraczanego, na obiad miska rzadkiej zupy z brukwi i to samo na kolację, oto i wszystko. Był surowy zakaz palenia tytoniu, za naruszenie go - bicie przed szeregiem. Dla kary chłosty była specjalna drewniana „kobyła” [nazywana tez „kozłem”], na której odbywały się egzekucje. Polacy i Żydzi, którzy wcześniej zostali przywiezieni do obozu niż marynarze, byli na tyle słabi, że często podczas apelu padali w szeregu. To powodowało jeszcze większe bicie batem, tak, że niekiedy dwoje ludzi podtrzymywało słabego, ażeby nie upadł i nie był poddany biciu. Marynarze dopiero co przybywszy ze statku trzymali się jeszcze i ważne to, że załoga statku nie rozpadła się, a pozostała jednolitym kolektywem, jaki był na statku, na czele z kapitanem. Początkowo marynarzy zapędzili do roboty w lesie, karczować pnie. To była bardzo ciężka praca, ale marynarze byli zadowoleni, chociażby dlatego, że na kilka godzin zostali wyrwani z okropnego obozu, do lasu. Ale wkrótce marynarzy przenieśli do budowy szosy koło obozu. I oto tutaj miał miejsce incydent, z powodu którego cała drużyna marynarzy została poddana jeszcze większym represjom. W obozie istniała tzw. wagen-kolonna, t.j. do dużego wozu zaprzęgali ludzi, głównie Żydów i Polaków-księży, załadowywali wóz kamieniami zupełnie pełny, na górze siadali strażnicy esesmani i ludzie ciągnęli to wszystko na budowę drogi. Starszym, w sensie kierownictwa tej grupy. tzw. kapo, wyznaczony był Niemiec-kryminalista. Ciągnąć wóz musieli po piasku. Ludzie nadrywali się, padali, a nadzorca, Niemiec-kryminalista, pragnąc wysłużyć się przed esesowcami, bił upadających pałką, kiedy kolumna wyrównała się z sowieckimi marynarzami, jeden staruszek, zaprzęgnięty do wozu, upadł, kryminalista zaczął go bić pałką. Rozlegały się tylko jęki. Staruszek próbował podnieść się, ale upadał znowu. Wszyscy marynarze oburzyli się, bił to nie esesowiec, a taki sam więzień, tylko, że Niemiec-kryminalista. Radiotelegrafista Stasow, znając trochę język niemiecki, nie wytrzymał. Podskoczył do Niemca, wyrwał mu pałkę i chwytając go za kołnierz, uprzedził, że jeżeli on będzie bił dalej starców, to na pewno na zdrowie mu nie wyjdzie, Niemiec kapo od razu pobiegł do obozowego kierownictwa i poskarżył się, że Rosjanie mieszają się do jego „wychowawczej” pracy i widocznie opowiedział o wydarzeniu. Rezultat był taki, że całą drużynę sowieckich marynarzy natychmiast zdjęto z pracy, wezwali do obozu, zdjęli aresztanckie odzienie i w zamian za nie wydali umundurowanie byłych polskich żołnierzy, mówię byłych, ponieważ całe umundurowanie widocznie było z zabitych i zmarłych polskich żołnierzy i oficerów, porwane, z otworami po kulach, wymazane we krwi. Otrzymałem płaszcz po jakimś oficerze, uszyty w dobrym warsztacie, w Warszawie, z „Nowego Świata”, ale cały porwany, z dwoma dziurami po kulach i cały we krwi. W takim okropnym odzieniu, w czapkach aresztanckich na głowach, w drewniakach na bosych nogach, sowieccy marynarze z „Miagnitogorska” byli przewiezieni do filii obozu koncentracyjnego Stutthof - do kamieniołomów w Grenzdorf. Filia ta służyła do umieszczania w niej karanych w obozie, niewielki obóz, tylko 2 duże baraki, w których nie było nawet prycz, a po prostu była narzucana na pół zgniła słoma, w której gnieździły się miliony wszelkiego rodzaju robactwa. Spać nie można było, ponieważ robactwo rzucało się z taką wściekłością, że ludzie wstawali pogryzieni do krwi. Po męczącej robocie w kamieniołomie, wieczorem, o godz. 21 zamykano ludzi w te okropne baraki i nie wypuszczano z nich do rana, do wyjścia do pracy, ubikacji w barakach nie było i nawet za fizjologicznymi potrzebami nie wypuszczali ludzi z baraków. Brud, robactwo, smród z ekskrementów i głód, stały głód. Stosunek strażników obozu do marynarzy był bestialski, bat nie wychodził z rąk Sturmführerów. Ale oprócz bicia, strażnicy próbowali i moralnie zdusić marynarzy, pewnego razu zmusili marynarzy do przenoszenia dużej góry piachu rękami, każdy musiał podejść do góry piachu i wziąwszy w garść piasek, przenieść go o l0 - 15 m. Ale ani wycieńczająca fizyczna praca w kamieniołomie, ani moralne znęcanie się esesowców, ani głód, nie załamały ducha marynarzy, kolektyw z „Magnitogorska” jaki był na statku, tak i pozostał jedną załogą radzieckiego statku, w ciężkich pracach, kiedy trzeba było przenosić ciężkie kamienie i ogólnie we wszystkich wypadkach , kiedy słabsi nadrywali się, nasi, silniejsi marynarze, palacze Pietrow Wł., Poboin, drugi mechanik Bragin, marynarz Tarasów Was. Przychodzili z pomocą i dość często wykonywali zadanie osłabionego towarzysza. W takich okropnych warunkach załoga „Magnitogorska” przebywała do 1 listopada 1941 r. i potem została przewieziona do twierdzy-więzienia Würzburg w Bawarii, gdzie znajdowały się załogi z innych radzieckich statków. Przybycie naszej załogi do Würzburga zbiegło się z dniem 7 listopada i to rzeczywiście było podwójne święto dla załogi „Magnitogorska”. Wycieńczeni, oberwani, zawszeni, wszyscy w strupach, członkowie załogi „Magnitogorska” spotkali swoich towarzyszy z innych statków, ciepły, przyjacielski stosunek, który jeszcze bardziej podniósł na duchu magnitogorców. W ten sposób wlaliśmy się w ogólny kolektyw marynarzy, i było nas już około 200 ludzi.

Marynarze z „Magnitogorska” nie byli pierwszymi więźniami rosyjskimi osadzonymi w KL Stutthof. Więźniowie rosyjscy odnotowani są w dokumentacji obozowej już w 1939 r. Jednym z nich był kucharz ze statku pływającego pod banderą Estonii, Fedor Karatschow (Karaczow), o numerze 6582. Zwiększony napływ więźniów rosyjskich do KL Stutthof rozpoczął się w 1942 r. Głównym argumentem przy podejmowaniu decyzji o zmianie od stycznia 1942 r. statusu obozu Stutthof była jego rozbudowa w celu przyjęcia około 20 000 sowieckich jeńców wojennych.

Oddzielną grupę stanowili rosyjscy robotnicy przymusowi osadzani w obozie jako więźniowie „wychowawczy” [Erziehung].

Wśród nielicznych pamiątek po więźniach rosyjskich są, znalezione podczas remontów na terenie Muzeum Stutthof, menażki czy fragmenty papierośnic, z rosyjskimi napisami.
(dd,wl)
______________________

Sonderbehandlung / Specjalne traktowanie – Krzysztof Dunin-Wąsowicz

Sonderbehandlung rozpoczęło się w sierpniu 1944r. i trwało do początku listopada tego roku. Najpierw objęło ono około 70 Rosjan, przeważnie inwalidów, przybyłych wprost z obozu jeńców wojennych w Czarnem. Przed śmiercią koczowali trzy dni pod gołym niebem, nie otrzymując żadnego wyżywienia. Resztki ubrania, składającego się z łachmanów, ledwo trzymały się ciała. Wreszcie esesmani okłamali ich mówiąc, że będą wysłani do sanatorium dla inwalidów, co wywołało radość wśród nieszczęśliwych. Usiłowali się umyć i jakoś doprowadzić do porządku. W pobliżu komory gazowej podstawiono dwa wagony III klasy. Jeńcom radzieckim polecono wejść do nich i czekać na dołączenie lokomotywy. Po pewnym czasie do wagonów podeszli esesmani oświadczając, że trzeba jeszcze poczekać na lokomotywę. Ofiary bez oporu udały się do tzw. poczekalni, celem spożycia kolacji. „Poczekalnia” okazała się komorą gazową. Zatrzaśnięto żelazne drzwi, wpuszczono gaz. (Krzysztof Dunin-Wąsowicz)

Sonderbehandlung – relacja Aldo Coradello, więzień nr 41380

Niemieckie okrucieństwa w Obozie Koncentracyjnym Stutthof. Zagazowanie około 50-60 rosyjskich inwalidów wojennych.
            
Gdy byłem jak zwykle włóczony w Stutthofie przez wszystkie wstępne udręczenia, zobaczyłem na małym placu, tak zwanej odwszalni obozu, 50-60 uwięzionych rosyjskich inwalidów wojennych. Większość z nich miała amputowaną nogę, a byli i tacy, którzy utracili obie nogi i którzy z wielkim trudem poruszali się na kulach. Innym znowu brakowało ramienia, jeszcze inni nie mieli oczu. Tylko jedno mieli wszyscy wspólne: byli wygłodzeni do najwyższego stopnia i ich „ubranie”, które składało się z nieokreślonych łachmanów, wisiało na ciele jak szmata. Butów w ścisłym tego słowa znaczeniu nie posiadał żaden. Większość była boso i miała popuchnięte i poranione stopy. Byli tak słabi, że ledwo trzymali się na nogach, szkielety ludzkie bliższe śmierci niż życia… Starsi więźniowie zatrudnieni przy odwszeniu i przyjmowaniu nowoprzybyłych, opowiadali mi, że ci inwalidzi pochodzą przeważnie z obozu jeńców wojennych w Hammerstein. Koczowali już tu przez trzy tygodnie pod gołym niebem, bez żadnego zaprowiantowania i dostawali tylko ukradkiem trochę wody i jedzenia od innych więźniów, którzy sobie od ust odejmowali, żeby im to dać. Komendantura obozu była najwidoczniej niechętnie ustosunkowana do przyjęcia radzieckich inwalidów. Uważała, że jest to tylko balast, który w zamian za żywność nie może dać żadnej pracy. Po prostu przeznaczeni byli na wymarcie.
            
My, nowoprzybyli więźniowie musieliśmy czekać na załatwienie formalności przyjęcia od 10-tej rano do 6-tej po południu w żarzącym słońcu. Dokoła naszej grupy spacerowali sobie: Komendant obozu Obersturmbahnfuhrer Hoppe i pierwsi Schutzhaftlagerfuhrer Mayer i Rapportfuhrer Chemnitz. Z ich rozmów mogłem dokładnie wywnioskować, że byli zajęci zagadnieniem radzieckich inwalidów wojennych. Chemnitz powiedział, że najprościej byłoby usunąć tę „rosyjską hołotę”. Podkreślił te słowa spojrzeniem, rzuconym w stronę krematorium. Oczywiście wiedziałem od razu co to miało znaczyć…
            
…Po obiedzie udali się Chemnitz i Liedtke do inwalidów sowieckich i oświadczyli im, że będą stąd odesłani do sanatorium dla rannych, gdzie im będzie na pewno bardzo dobrze. Uśmiechali się przy tym z właściwym sobie cynizmem. Widziałem, jak ci nieszczęśliwi ucieszyli się, że po tylu mękach nareszcie traktowani będą po ludzku. Tak, jak im się to należało, jako jeńcom wojennym, a do tego jeszcze inwalidom. W odrobinie wody, jaką jeszcze rozporządzali starali się umyć i doprowadzali siebie do porządku, żeby jako tako wyglądać, spiesząc się przy tym bardzo. Nigdy nie zapomnę tego widoku, jak jeden z nich usiłował kawałkiem stłuczonego szkła zgolić brodę swemu koledze, który był pozbawiony rąk. Nie mieli ani mydła, ani pędzla ani noża. Jakże boleśnie komiczną była ta scena: nieszczęśliwi spieszyli się tak bardzo, żeby się przygotować do odjazdu do sanatorium. Istotnie niedługo potem wywieziono ich, ale nie przez główną bramę obozu, tylko przez boczną furtkę na prawo od SS-owskich warsztatów szewskich. Furtę, przez którą codziennie wywożono z obozu i ze szpitala trupy zmarłych więźniów do krematorium. Było to owo odtransportowywanie na „tyły”, o którym mówił Chemtniz, potwierdzone wieczorem przez Kapo Franca Brunnera z warsztatów szewskich. Dla nas, więźniów mających doświadczenie obozowe było jasne, że ci wywiezieni ludzie, już w najbliższych godzinach będą zamordowani w jakiś okrutny sposób.
            
…Gdy tak siedziałem z dawnymi towarzyszami z bloku, zjawili się nagle więźniowie Wilhelm Patsch i Franciszek Knitter, obaj zawodowi przestępcy z zielonym trójkątem. W Stutthofie piastowali oni wysokie stanowiska: Patsch był Kapo krematorium, a jego prawą ręką Knitter zatrudniony również w oczyszczaniu obozu. Tego wieczora obaj byli bardzo pijani. Dowiedziałem się od nich pewnych szczegółów z dzisiejszej roboty w krematorium…  Dowiedziałem się wówczas od nich, że inwalidzi sowieccy około 6-tej godziny po południu zostali zamordowani w komorze gazowej. Żeby zapobiec możliwości jakiegoś wypadku SS zaaranżowało specjalne przedstawienie. Krematorium miało proste połączenie z dojazdową kolejką Stutthof-Gdańsk. Tego dnia po południu w pobliżu krematorium stały dwa wagony trzeciej klasy. Jeńcom sowieckim polecono zająć tam miejsca. Przekonani, że chcą z nimi postąpić jak najlepiej, rozlokowali się w tych wagonach. Mniej więcej w pół godziny potem weszli nagle Chemnitz, Liedtke i Mayer, głośno narzekając na maszynistę, który okazał się niepunktualnym, a przecież powinien już być w drodze z transportem. Potem oznajmiono jeńcom, że lokomotywa dopiero za godzinę będzie gotowa do drogi, więc mogą jeszcze zjeść kolację. Wszyscy musieli zatem z powrotem wysiąść i zaprowadzono ich do „poczekalni”. Skoro tylko znaleźli się w tym wskazanym przez Chemnitza pomieszczeniu, zatrzaśnięto za nimi żelazne drzwi i w tej samej chwili zaczęto wpuszczać gaz do komory górnym otworem. Sposób ten bywał często stosowany przez Chemnitza i jego wspólników przy gazowaniu Żydów. Oryginalnością tego pomysłu niejednokrotnie chełpili się między sobą. Przy zagazowaniu obecna była cała komendantura obozu. Po dobrej godzinie drzwi zostały otwarte, trupy wyniesiono i rzucono przed piecem krematoryjnym. Każde ciało rozebrano do naga, a odzież poskładano na kupę, z tym, że następnego dnia będzie zabrana do magazynu odzieżowego i użyta dla innych więźniów. Każdy zmarły był jeszcze raz zrewidowany w poszukiwaniu pierścionków i złotych zębów, o ile je znaleziono wyłamywano je ze szczęk specjalnym żelaznym przyrządem, po czym trup dostawał znaczek „zbadany przez dentystę”. Patsch i Knitter opowiadali, że spalenie zwłok inwalidów odbyło się bardzo prędko, chciano bowiem zachować w tajemnicy i użyto do tego celu oleju i benzyny, którymi obficie polewano ciała. Piec mieścił w sobie normalnie 13 trupów i spalanie trwało mniej więcej 80-100 minut. Ponieważ jednak trupy inwalidów były bardzo wychudzone, można je było wsunąć po 15 do pieca naraz. Około północy ostatni raz napełniono piec trupami, obficie oblanymi benzyną…

Przykłady traktowania więźniów rosyjskich w KL Stutthof
·       …Przez cały 1943 i 1944 rok w Stutthofie wykonywano wyroki śmierci również na więźniach rosyjskich. Od dnia 6 maja do 18 października 1943 roku rozstrzelano 7 Rosjan, prawdopodobnie jeńców wojennych, za działalność w ruchu oporu. W marcu 1944 roku stracono łącznie 16 oficerów radzieckich. Wśród rozstrzelanych 15 marca 6 oficerów znajdowała się jedna kobieta. Według relacji więźniów straceni zostali strzałem w potylicę w pomieszczeniu krematoryjnym. Podczas tej egzekucji obecny był komendant obozu Pauł Werner Hoppe, Teodor Meyer i dr Otto Heidl… („Stutthof” – monografia).
·       …Opowiadania więźniów rosyjskich były jeszcze bardziej straszliwsze do wysłuchiwania. Rzeczowo i spokojnie podawali: - W transporcie, w którym tutaj przybyłem było nas 200, 300, 400 lub 500, a teraz pozostało nas3, 4, 7 i 8. Przybylismy w 1942 r., wiosną wiosną 1943 i latem 1943 r. Przecietny okres życia więźnia rosyjskiego w obozie nie przekraczał trzech miesięcy. W zimie, gdygdy mróz uniemożliwiał roboty poza obozem, SS-mani zmuszali jeńców do maszerowania wokoło placu obozowego i śpiewania. Maszerować musieli bez butów, tylko drewniakach przez cały dzień, a czasem nawet i w nocy do upadłego. Tym, którzy padli pozwolono leżeć, a silny mróz miłosiernie dokonywał reszty…  (Martin Nielsen „Raport ze Stutthofu”, s. 99-100).

______________________

Obywatele ZSRR w KL Stutthof

…Podobna trudność jak przy ocenie liczebności więźniów narodowości polskiej występuje w odniesieniu do narodów ZSRR. Poza Litwinami, Łotyszami i Estończykami, a więc obywatelami tych krajów, które w sierpniu 1940 r. przystąpiły do federacji ZSRR, wszystkie pozostałe narodowości zamieszkujące jej terytorium oznaczano z reguły literą R (Russe, Rosjanin), wskazującą nie tyle na narodowość, co na państwo, którego obywatelem był więzień. Nie stało się to jednak obowiązującą zasadą, albowiem wyłączono z niej narodowości z azjatyckiej części ZSRR, jak armeńska, azerbejdżańska, kirgiska, uzbecka, gruzińska, mongolska, mordwińska, kałmucka i inne, nie wyodrębniono natomiast ukraińskiej i białoruskiej, traktowanych w zasadzie łącznie z rosyjską. W Stutthofie więźniowie tych narodowości mieli status jeńców wojennych, przeniesionych do obozu ze stalagów za ucieczki, uprawianie propagandy komunistycznej lub innej działalności skierowanej przeciw Rzeszy. Decydowały również względy rasowe, bo np. Armeńczycy i Kałmucy nie byli uważani przez Niemców za Aryjczyków, podobnie przedstawiciele innych narodów o cechach mongoloidalnych. Tego rodzaju informacje wpisywano do kart personalnych więźniów obok innych danych osobowych. Bato Somiejew, urodzony w Nang, więzień polityczny, zamieszkały w Białymstoku i tam aresztowany, ma w karcie personalnej wpisaną narodowość mongolską (Mongole), a także w rubryce określającej rysopis więźnia: „Typische mongolisches Gesicht".

W księgach ewidencyjnych, a także w innej dokumentacji osobowej zaznaczano sporadycznie obywateli ZSRR z narodowością ukraińską i białoruską, ale wyjątki te dotyczyły transportów wielonarodowych. Przy niektórych widniał dwuczłonowy zapis (np. Pole Weissrusse, Russe Tatare, Russe Kaukasier), którego pierwszy składnik oznaczał kraj pochodzenia, drugi zaś narodowość...”.
Źródło: Marek Orski, „Struktura państwowa i skład narodowościowy obozu koncentracyjnego Stutthof  w latach 1939-1945”. Zeszyty Muzeum Nr 10).


Nikołaj Kuzniecow - Egzekucja (24.12.1944 r. w KL Stutthof powieszono dwóch braci, Rosjan, za próbę ucieczki).







Ekspozycja Muzeum Stutthof

Ekspozycja Muzeum Stutthof

Komora gazowa - stan 1946 r.

Wnętrze komory gazowej 1945 r. 



czwartek, 24 maja 2018

Wiktor Tołkin – twórca Pomnika Walki i Męczeństwa na terenie Muzeum Stutthof w Sztutowie. Niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady (1939-1945)



12 maja 2018 r. minęła 50 rocznica odsłonięcia na terenie powstałego w 1962 roku Muzeum Stutthof w Sztutowie Pomnika Walki i Męczeństwa, którego autorem jest Wiktor Tołkin.
Wiktor Tołkin  urodził się 21 lutego 1922 r. w miejscowości Tołkacze koło Sokółki. Wybuch II wojny światowej zastał go w Kowlu, skąd z rodziną przedostał się do Warszawy, gdzie zdał maturę na tajnych kompletach. Za działalność w  Armii Krajowej  aresztowany  został przez Gestapo i osadzony w  obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie był od 17 listopada 1942 r. do lutego 1944 r. Zwolniony z obozu dzięki staraniom rodziny, uczestniczył w powstaniu warszawskim w oddziale  AK „Lewar” pod pseudonimem „Ostoja”.  Po upadku powstania warszawskiego był więźniem obozu jenieckiego (Stalag X B) w Sandbostel koło Bremy.
Po wyzwoleniu jesienią 1945 roku Wiktor Tołkin rozpoczął studia architektoniczne w Brukseli.  Jednak już w roku 1946, po powrocie do kraju, kontynuował studia architektoniczne na  Politechnice Gdańskiej. Jednocześnie w latach 1947–1954 podjął studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Sopocie na kierunku rzeźba, gdzie był uczniem profesora Mariana Wnuka i Stanisława Horno-Popławskiego.
 Po ukończeniu studiów architektonicznych w 1952 r. został architektem w biurach projektowych. Jednak po 1963 r. poświęcił się działalności artystycznej, prowadząc w Gdańsku do końca lat 90. XX wieku pracownię rzeźbiarską przy ul. Mariackiej 3. Wiktor Tołkin, autor wielu pomników związanych z okresem II wojny światowej, obok Xawerego Dunikowskiego i Franciszka Duszeńki, uważany jest za czołowego przedstawiciela polskiej monumentalnej rzeźby pomnikowej drugiej  połowy XX wieku. Jest autorem pomników Zaślubin Polski z Morzem  w Kołobrzegu,  Ludziom Morza w Gdyni, pomnika Alfa Liczmańskiego w Gdańsku przy SP nr 65 przy ul. Śluza 6, nazwanej imieniem A. Liczmańskiego i pomnika Janka Krasickiego na  gdańskim Osiedlu Młodych przy ul. Chełmońskiego.
W 1968 r., oprócz pomnika na terenie ówczesnego Muzeum Stutthof w Sztutowie, odsłonięto pomnik Bojowników Ruchu Oporu (Czynu Partyzanckiego) w  Złotej Górze koło Brodnicy). Wiktor Tołkin jest również autorem pomnika Walki i Męczeństwa wraz z Mauzoleum Panteonem w b. obozie na Majdanku. W 1978 r. odsłonięto w Płocku pomnik Czynu Oręża Polskiego.
Ponadto Wiktor Tołkin był autorem pomników nagrobnych, m.in. profesora Zdzisława Kieturakisa w Alei Zasłużonych cmentarza Srebrzysko we Wrzeszczu, malarza i grafika Antoniego Suchanka na cmentarzu w Witominie w Gdyni. Tworzył również projekty medali, w tym wybitego w 1977 r. z okazji 650. rocznicy zbudowania Ratusza Głównego Miasta. Za działalność artystyczną uhonorowany został wieloma wysokiej rangi odznaczeniami. Zmarł w Gdańsku 7 maja 2013 r. Pochowany został 11 maja 2013 roku w grobie rodzinnym na cmentarzu Srebrzysko.
Wiktor Tołkin na Pomniku Walki i Męczeństwa, postawionym ku pamięci ofiar nazizmu w Muzeum Stutthof w Sztutowie. Niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady (1939-1945) umieścił słowa z „Mszy żałobnej” Franciszka Fenikowskiego, stanowiące ważne przesłanie dla wszystkich pokoleń:

Z pokolenia niech głos nasz idzie w pokolenie, 
O pamięć, nie o zemstę proszą nasze cienie!
Los nasz dla Was przestrogą ma być - nie legendą.
Jeśli ludzie zamilkną – głazy wołać będą!














czwartek, 19 kwietnia 2018

ROMOWIE W KL STUTTHOF


W Niemczech, jeszcze przed dojściem Adolfa Hitlera do władzy, w 1926 r. w Bawarii wydana została ustawa o zwalczaniu Romów i kierowaniu ich do prac przymusowych. Wydane w 1935 r. Ustawy Norymberskie w równym stopniu dotknęły Żydów jak i Romów, jako zagrażających czystości krwi niemieckiej.  
Jednak niewątpliwe pochodzenie Romów z Indii stało się bodźcem do wszczęcia poszukiwań czystych rasowo Romów, których Heinrich Himmler planował osiedlić w obozach – rezerwatach, jako przedmiot badań naukowych. 

W celu ustalenia kryteriów, według których miano dzielić Romów na czystych rasowo i tych których zamierzano wytępić (krwi mieszanej) powołano dwie instytucje – Instytut Badań Problemów Dziedziczności przy Państwowym Urzędzie Zdrowia oraz Instytut Kryminologiczno-Biologiczny przy Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA). Według ustaleń obu instytucji, około 25 000 "romskich mieszańców nie nadawało się do żadnego zużytkowania". W grudniu 1938 r. Himmler oświadczył, że „zamierza zająć się sprawą Romów w aspekcie ich czystości rasowej” i jednocześnie nakazał „rozpoznanie rasowe” ludności romskiej w oparciu o ustalone kryteria. Powstaje kartoteka Romów, w której także zaznaczano miejsca pobytu i trasy wędrówek. Najbardziej obawiano się małżeństw mieszanych, gdyż uważano, że dzieci z takich małżeństw to przyszłe prostytutki, analfabeci, kryminaliści i wszelki element aspołeczny. W 1936 r. pierwsi Romowie kierowani są do obozów koncentracyjnych – Dachau i Sachsenhausen. W 1938 r. ustanowiono prawo, według którego „ostateczna decyzja odnośnie do klasyfikacji osoby jako Rom, mieszańca lub quasi – Roma, należy do Policji Kryminalnej w oparciu o ocenę ekspertów”. W 1938 r. rozpoczęło się prześladowanie Romów w Austrii, a po wybuchu II wojny światowej, 17 października 1939 r. Himmler wystosował do wszystkich posterunków policji nakaz sporządzenia w ciągu trzech dni spisu Romów i zakaz opuszczenia miejsca pobytu. Miało to ułatwić deportację Romów z Austrii i Niemiec do okupowanej Polski. Również poszerzana jest kartoteka, która w 1941 r. zawierała 20 000 czystych lub częściowo czystych (półkrwi) Romów, a wiosną 1942 r. zawierała już 30 000 osób pochodzących z terenu Wielkich Niemiec. Wszystkich ich postanowiono deportować w dniach 25 – 27 października 1939 r. do Generalnego Gubernatorstwa. 27 kwietnia 1940 r. Himmler nakazał również zorganizować pierwsze transporty Romów do gett i obozów koncentracyjnych.
            
W połowie 1940 r. akcje represji dotknęły także Romów z Francji, Belgii i Holandii, w Protektoracie Czech i Moraw po dokonanym spisie Romowie czescy otrzymali nakaz osiedlenia się, w Słowacji wyszło zarządzenie o obowiązku pracy na rzecz obronności państwa.

W 1941 r. fala prześladowań objęła już Romów całej okupowanej Europy, a do obozów koncentracyjnych wysłani są ostatni Romowie z Austrii i Niemiec.  Jesienią 1941 r. zostali oni skierowani do obozu cygańskiego, który powstał w wydzielonej części getta łódzkiego, skąd na początku 1942 r. zostali wywiezieni do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem.

W grudniu 1941 r.  rozpoczęły się wywózki Romów z Prus Wschodnich – dzieci wywieziono do obozu w Białymstoku, a w czerwcu 1942 r. wysłano kolejny transport do Auschwitz-Birkenau. Od wiosny 1942 r. fala prześladowań objęła Romów w Generalnym Gubernatorstwie, a 16 grudnia  1942 r. Himmler podpisał dekret o osadzaniu niemieckich Romów w KL Auschwitz. W styczniu 1943 r. z Białegostoku został tam wysłany transport Romów pochodzących z Prus Wschodnich. W marcu 1943 r., dla nowo przybywających transportów romskich, w KL Auschwitz utworzono Zigeunerlager – obóz rodzinny. W ciągu krótkiego czasu osadzono w nim około 12 000 Romów, pochodzących z różnych państw okupowanej Europy, w tym także Romów polskich – z Podlasia, Siedleckiego, z Wysokiego Mazowieckiego, którzy w krótkim czasie zostali uśmierceni w komorach gazowych.

W KL Stutthof pierwsza grupa 13 Romów została przysłana 14 kwietnia 1942 r. z KL Buchenwald. Jeden z nich pochodził z Czech, a jedenastu ma kategorię Romów bezpaństwowych (Zigeuner staatenlos) mimo, że pochodzili z Niemiec. Trzech z nich zostało 14 listopada 1942 r. przeniesionych do KL Dachau, siedmiu w ciągu kilku miesięcy zmarło, a w przypadku trzech, Karla Frölicha, Rudolfa Frölicha i Franza Frölicha, nie mamy żadnych adnotacji o dalszych ich losach w KL Stutthof. 29 więźniów przybyłych w tym transporcie posiada kategorię „bezpaństwowy” (Staatenlos). Zbieżność nazwisk - więźnia romskiego Johanna Herzenbergera i więźnia „bezpaństwowego” Paula Herzenbergera, pozwalają przypuszczać, że również była to grupa Romów.
Dwóch niemieckich Romów przybyło do KL Stutthof z KL Flossenbürg 8 lipca 1942 r. Obaj zmarli. W transporcie tym znajdowało się również dwóch więźniów określonych jako „Staatenlos” (bezpaństwowi). 3 grudnia 1942 r. Kripo Königsberg przysłało jednego Roma, Gustawa Koslowskiego, w aktach obozowych odnotowanego jako RD Zigeuner.
8 kwietnia 1943 r. z Królewca (Königsberg) przysłano niemieckiego Roma Fritza Habedank (zmarł 7 lipca 1943 r.), a 5 lutego 1944 r. w transporcie przysłanym przez Sipo Bialystok odnotowano dwóch niemieckich Romów Brunona Habedank (nr ob. 31 334) i Roberta Habedank (nr ob. 31 335).

9 lipca 1944 r. w skierowanym przez Sipo Kauen transporcie Litwinów, przybyło do KL Stutthof 19 kobiet - litewskich Romów (Zigeuner).  Otrzymały one numery od 41 020 do 41 038. Dalszy ich los nie jest znany. „Zigeuner”- „Cyganie” [jak stwierdza Balis Sroga], tak samo jak Żydzi zaliczani byli do przestępców tylko za swoją narodowość. Wsadzono ich do obozu za to, że urodzili się Cyganami. Ale cyganie nosili czerwone trójkąty, jak więźniowie polityczni.

Danuta Drywa

Fragment Księgi Ewidencyjnej z nazwiskami Romów osadzonych w KL Stutthof

Lista transportu z Litwy

Dokument dot. aresztowania Franza Fröhlicha, dokonanego w Wiedniu przez policje kryminalną w dniu 26 czerwca 1939 r. 


Żydzi w KL Stutthof cz. 2 / Jews in KL Stutthof part 2




Los Żydów Pomorza Gdańskiego w pierwszych miesiącach
II wojny Światowej

22 sierpnia 1939 r. na konferencji w Obersalzbergu, przygotowując się do ataku na Polskę, Adolf Hitler oświadczył dowódcom wojskowym, że: „Zniszczenie Polski jest na pierwszym planie. Zadaniem naszym jest unicestwienie żywych sil nieprzyjaciela, a nie dotarcie do określonej linii.[…] Nie miejcie litości, bądźcie brutalni! Najsilniejszy ma prawo za sobą. Bądźcie jak najbardziej surowi”.
Po 1 września 1939 r. grupy operacyjne policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa (Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei und des Sicherheitsdienst) wkraczając do Polski za oddziałami Wehrmachtu przeprowadzały aresztowania Polaków według list oraz spisów przygotowanych jeszcze przed wojną. W ramach akcji „Tannenberg”, mającej na celu eksterminację polskiej warstwy przywódczej, dokonano wiele masowych zbrodni na ludności cywilnej miast Pomorza. W ramach prowadzonej przez Wehrmacht „akcji oczyszczania” (Säuberungsaktion),  rozstrzeliwano Polaków i Żydów, a także chorych psychicznie pacjentów  szpitali psychiatrycznych, których również zaliczono do elementów zagrażających III Rzeszy na Pomorzu Gdańskim. W psychicznie chorych i Żydach dopatrywano się zagrożenia zdrowia i czystości rasy narodu niemieckiego, dlatego też w  na Pomorzu Gdańskim przystąpiono do ich zagłady już w pierwszych dniach wojny. Na Pomorzu akcje te przeprowadzała IV grupa operacyjna pod dowództwem Brigadeführera Lothara Bentla, a od 14 września 1939 r. działał specjalnie powołany 16 oddział operacyjny (Einsatzkommando) pod dowództwem   SS-Obersturmbannführera dr. Rudolfa Trögera. Wraz z miejscowymi  oddziałami Selbstschutzu i powołaną 3 lipca 1939 r. jednostką SS-Wachsturmbann „Eimann”,  dokonywał on czystki w miejscowościach położonych w powiatach starogardzkim, tczewskim, kościerskim, kartuskim, bydgoskim, toruńskim i innych, mordując prawie wszystkich Żydów z poszczególnych gmin wyznaniowych. Z powiatu starogardzkiego, gdzie we wrześniu 1939 r. wymordowano około 350 Żydów, ocalało zaledwie dwóch. Większość mieszkańców pochodzenia żydowskiego Tczewa wymordowano w lasach szpęgawskich i miejscowych koszarach wojskowych.
Albert Forster, przemawiając 11 października 1939 r. w Bydgoszczy, oznajmił, że: „Obowiązkiem Niemców jest teren ten bez reszty oczyścić, przede wszystkim  z motłochu, band rabunkowych, Polaków i Żydów”, a już 15 listopada 1939 r., zastępca komendanta 16 oddziału operacyjnego, SS-Sturmbannführer Franz Röder, w sprawozdaniu donosił,  że: „Na Pomorzu kwestia żydowska została rozwiązana. W wyniku akcji oczyszczającej wszyscy Żydzi, którzy nie zdążyli zbiec, zostali zlikwidowani”.
26 listopada 1939 r. na manifestacji Selbstschutzu w Bydgoszczy Albert Forster podziękował formacji za wkład pracy i wykonanie zadania, a przywódcę, SS-Oberführera Ludolfa von Alvenslebena, udekorował Krzyżem Gdańskim.
Jednak spis ludności, przeprowadzony w grudniu 1939 r. w Okręgu Gdańsk - Prusy Zachodnie, wykazał, że w Bydgoszczy i w okolicy pozostało 79 Żydów. W grudniu 1940 r.  na tym terenie przebywały  jeszcze 42 osoby wyznania mojżeszowego, a w lutym 1941 r. siedem, które do końca 1941 r. ostatecznie usunięto z rejencji bydgoskiej. Jednak jeszcze w 1944 r. Sipo Bromberg (Bydgoszcz) przesyłało do KL Stutthof Żydówki z Torunia, Bydgoszczy i okolic, które ukrywały swoje pochodzenie. Prawdopodobnie ostatnim był mieszkaniec Świecia, Hugo Dahm, osadzony w KL Stutthof 12 stycznia 1945 r.
Wytyczony przez namiestnika Rzeszy Okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie, Alberta Forstera cel pozbycia się ze swojego terytorium Żydów, zrealizowano nie tylko poprzez masowe egzekucje „niepewnego politycznie elementu” polskiego i żydowskiego, ale także poprzez wysiedlanie ludności polskiej i żydowskiej do Generalnego Gubernatorstwa. Przymusowe przesiedlenie Polaków i Żydów z ziem, które zostaną wcielone do III Rzeszy i osadzanie w ich miejsce Niemców zatwierdzone zostało jeszcze przed oficjalnym podziałem administracyjnym Polski, dokonanym 8 października 1939 r. W tym celu powołano 7 października 1939 r. Reichsführera SS, Heinricha Himmlera, na komisarza Rzeszy do spraw umacniania niemczyzny. 17 października na naradzie u Hitlera ustalono oczyszczenie okupowanych ziem polskich włączonych do Rzeszy z „Żydów, Polaków i hołoty”. Ostateczne decyzje w sprawie przesiedlenia od listopada 1939 r. do końca lutego 1940 r. z terenów włączonych do Rzeszy wszystkich Żydów i znaczną część ludności polskiej do Generalnego Gubernatorstwa, wydał Himmler 30 października 1939 r. w tajnym zarządzeniu skierowanym do Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt – RSHA).
       Nielicznych, pozostałych przy życiu Żydów, mieszkańców Pomorza Gdańskiego,  internowano i osadzano w obozach podlegających komendanturze obozów jenieckich (Kommandantur der Gefangenenlager Danzig) z siedzibą w Nowym Porcie. Aresztowani w pierwszych dniach września 1939 r. Żydzi i Polacy z Gdańska, Starogardu, Tczewa,  odstawiani byli początkowo do więzienia Viktoria Schule w Gdańsku. Część z nich 2 września  1939 r. została w grupie około 200 więźniów przesłana do nowo budowanego we wsi Stutthof obozu.. Od 15 września 1939 r. aresztowanych w ramach akcji „oczyszczania” mieszkańców Pomorza Gdańskiego kierowano  do obozu powstałego w Nowym Porcie - Zivilgefangenenlager Neufahrwasser (Obóz Jeńców Cywilnych Neufahrwasser). Umieszczono w nim Polaków oraz Żydów - mieszkańców Gdyni, Wejherowa, Kartuz. Jednym z nich był Majloch Mandelbaum,  od którego rodzina otrzymała w końcu października 1939 r. kartkę pocztową. „Powiedział, że był w obozie koncentracyjnym Stutthof, że jest w porządku i żebyśmy się o niego nie martwili – wspomina jego syn – to wszystko, co napisał”.
W styczniu  1940 r. do obozu Neufahrwasser nadeszły kolejne transporty Polaków i Żydów  z Bydgoszczy, Torunia i okolic. Do końca marca 1940 r. wszystkich więźniów przeniesiono do obozu Stutthof, który od 1 kwietnia 1940 r. stal się samodzielnym obozem noszącym nazwę Ziwilgefangenenlager Stutthof (Obóz Jeńców Cywilnych Stutthof), a  od 1 października 1940 r. Sonderlager Stutthof (Obóz Specjalny Stutthof).
Pomimo działań zmierzających do usunięcia z Pomorza Gdańskiego wszystkich mieszkańców pochodzenia żydowskiego, na początku 1940 r., jak podał Albert Forster, w całym Okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie znajdowało się 1800 Żydów.
            Potwierdzają to akta obozu Stutthof, gdyż jeszcze w 1941 r. i 1942 r. osadzono  w obozie Stutthof Żydów pochodzących z Gdyni i okolic.





________________________________________________________




The fate of the Gdansk Pomeranian Jews during the first months
of World War II

On 22 August 1939 , getting ready to attack Poland, Adolf Hitler informed military commanders at a conference in Obersalzberg that 'Our priority is to destroy Poland. Our task is annihilation of the enemy's live forces and not only reaching a certain line.[…] Show no mercy, be ruthless! The law sides with the strongest. Be as strict as possible.'
After 1 September 1939, the operational groups of the security police and security service (Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei und des Sicherheitsdienst), which entered Poland following the military units (Wehrmacht), arrested the Poles whom they had on their lists that had been prepared still before the outbreak of the war. Under the 'Tannenberg' action aimed at extermination of the Polish leadership, many mass crimes against civilian population of Pomeranian towns were carried out. Wehrmacht carried out a 'cleansing action' (Säuberungsaktion), under which Poles and Jews were shoot. Among them were also mentally handicapped patients of psychiatric hospitals, who were also seen by Nazis as threatening the Third Reich rule in Gdansk Pomerania. The mentally handicapped and Jews were considered a threat to health and racial purity of the German nation, therefore their extermination started already in the first days of the war. In Pomerania, these actions were carried out by the 4th task force under the command of Brigadeführer Lothar Bentl, and since 14 September 1939 - by a special 16th operational unit (Einsatzkommando) under the command of SS-Obersturmbannführer Dr. Rudolf Tröger. Together with the local units of Selbstschutz and a unit of SS-Wachsturmbann  'Eimann' established on 3 July 1939,  they carried out cleansing actions in villages and towns in Preußisch Stargard (Starogard), Dirschau (Tczew), Berent (Kościerzyna), Karthaus (Kartuzy), Bromberg (Bydgoszcz), Thorn (Toruń) and other poviats (counties) massacring almost all Jewish people from individual communities. Only two Jews survived in Starogard poviat, where in September 1939 about 350 Jews were murdered. Most of Jewish residents of Dirschau were massacred in Szpęgawski Forest and in local military barracks.
In his speech in Bromberg (Bydgoszcz) on 11 October 1939, Albert Forster, said: 'It is the Germans' duty now to clear this land totally, first of all from rabble, marauding robbers, Poles and Jews' and as soon as on 15 November 1939, SS-Sturmbannführer Franz Röder, vice commander of the 16th Task Force, reported that: 'In Pomerania, the Jewish question has been solved. As a result of the cleansing action, all the Jews who did not manage to flee were liquidated.'
At the Selbstschutz rally in Bromberg on 26 November 1939, Albert Forster thanked the service for good work and performing the task and decorated its Commander, SS-Oberführer Ludolf von Alvensleben with the Danzig Cross.
However, the census of population in Danzig-West Prussia Region carried out in December 1939 showed that 79 Jews still resided in Bromberg and its vicinity. There were 42 Jewish people there in December 1940 and seven in February 1941; they were finally removed from the area by the end of 1941. But even in 1944, Sipo Bromberg found in Thorn, Bromberg and vicinity some Jewish women who concealed their origins and sent them to KL Stutthof. Hugo Dahm of Schwetz (Świecie), imprisoned in KL Stutthof on 12 January 1945, was probably the last Jew residing in the area.
The goal of getting rid of the Jews from the territory under his rule, set forth by  Gauleiter (governor) of the Danzig - West Prussia Province Albert Forster, was accomplished not only by means of mass executions of Polish and Jewish 'politically dubious element' but also by deportation of Polish and Jewish people to General Government. Forced deportations of Poles and Jews from lands that were to be incorporated into the Third Reich and settlement of Germans there had been approved even before the official administrative division of occupied Poland, that took place on 8 October 1939. To that end, Reichsführera SS Heinrich Himmler was nominated on 7 October 1939  as the Reich Commissar for  Strengthening of Germanness (Deutschtum). At a conference in Hitler's quarters on 17 October 1939, it was decided to clear the Polish territories incorporated into the Third Reich of 'Jews, Poles and rabble'. The final decision on resettlement of all Jews and a big part of Poles from the  territories incorporated into the Third Reich to the General Government in the period from November 1939 to the end of February 1940 was made by Himmler in a secret order of 30 October 1939 to the Reich Central Security Office (Reichssicherheitshauptamt – RSHA).
       Those few Jews who survived in Gdansk Pomerania were interned and imprisoned in camps that were under the command of POW Camps Headquarters (Kommandantur der Gefangenenlager Danzig) with its seat in Neufahrwasser (Nowy Port). The Jews and Poles from Danzig, Stargard and Dirschau arrested in the beginning of September 1939 were initially sent to Viktoria Schule prison in Danzig. On 2 September 1939 part of them were sent in a group of about 200 prisoners to a camp that was under construction in Stutthof village. Starting from 15 September 1939, residents of Gdansk Pomerania arrested under the 'cleansing' action  were sent to the camp set up in Neufahrwasser, named  Zivilgefangenenlager Neufahrwasser (Civilian Prisoners Camp Neufahrwasser). It was there, where the Poles and Jews from Gdynia, Neustadt (Wejherowo) and Karthaus (Kartuzy) were imprisoned. One of the prisoners was Majloch Mandelbaum,  who sent his family a postcard at the end of October 1939. 'He wrote that he was in concentration camp Stutthof, that he was okay and that we shouldn't worry about him,' recalls his son. 'That was all he wrote.'
In January 1940, next transports of Poles and Jews from Bromberg, Thorn and the neighbouring areas arrived in the camp in Neufahrwasser. However, by the end of March 1940, all prisoners were moved to Stutthof camp, which starting from 1 April 1940 r. was a separate camp under the name of Ziwilgefangenenlager Stutthof (Civilian Prisoner Camp Stutthof), and from 1 October 1940 – under the name of Sonderlager Stutthof (Special Camp Stutthof).
Despite the efforts to clear the Gdansk Pomerania territory of all Jewish people, according to Albert Forster there were still 1800 Jews in the entire Danzig – West Prussia Province at the beginning of 1940.
            The evidence of this can be found in Stutthof camp registers, as the Jews from Gdynia and its vicinity were registered in the camp still in 1941 and 1942.