środa, 4 lipca 2018

Komiks „Szczęściarz z rocznika 1917”

Felicjan Łada

"Szczęściarz z rocznika 1917" to ilustrowana opowieść biograficzna oparta na losach Felicjana Łady, którego życiorys wpisuje się w najważniejsze wydarzenia historii ostatniego wieku. (…) Książka jest próbą ukazania zwykłego człowieka o niezwykłym charakterze, a pod jego nietypową formą kryje się zapis wspomnień głównego bohatera. Z jej kart przemawia sam narrator, a dzięki rysunkom dodatkowo patrzymy na świat jego oczami. Opowieść wykracza jednak poza ramy "zwykłego" pamiętnika, choć zachowuje bardzo emocjonalny, osobisty charakter. Mówi o czymś więcej – osią narracji jest człowiek i jego życiowe wybory, będące w sytuacji granicznej niejako sprawdzianem człowieczeństwa (z opisu wydawnictwa).

Autorką scenariusza komiksu jest Agnieszka Kosko-Hołowczyc, absolwentka socjologii Uniwersytetu Gdańskiego, nauczycielka, trójmiejska przewodniczka. Warstwę graficzną stworzyła Wanda Swajda, absolwentka wydziału rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, artystka i animatorka aktywności plastycznych dla dzieci i młodzieży.
Komiks można kupić w księgarni internetowej Muzeum Stutthof.
_____________________________________________

Felicjan Łada – “Szczęściarz z rocznika 1917”, więzień polityczny KL Stutthof nr 18 252

„Miałem szczęście, zgodnie z moim imieniem,
bo felix z łac. znaczy szczęśliwy…
Drwili z tego SS-manni już w gestapo w Gdańsku,
wysyłając mnie do Stutthofu
…Wbrew ich nadziejom – przeżyłem
(Felicjan Łada, ur. 18-09 1917 r. w miejscowości Niemce, dziś Sosnowiec)

Ojciec Felicjana, Stanisław Łada, za działalność w PPS został zesłany w latach 1904-1905 na Syberię. Po powrocie pracował jako główny elektryk w wielu kopalniach Zagłębia Dąbrowskiego. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w końcu lat dwudziestych XX wieku, cała rodzina przeniosła się na Wybrzeże do powstającego nowego wielkiego miasta – Gdyni. Ojciec podjął tam pracę w warsztatach portowych Marynarki Wojennej. Zafascynowany okrętownictwem Felicjan praktykował u ojca w pracy, snując marzenia o stoczniowej przyszłości w ukochanej Gdyni.

Wybuch wojny i zajęcie Gdyni przez hitlerowców pokrzyżowały wszelkie plany. Rodzina Ładów została przymusowo wysiedlona z Gdyni i skierowana do miejscowości rodzinnej. Brat Felicjana – Zdzisław Łada, ranny w obronie Kępy Oksywskiej, dostał się do niemieckiej niewoli, a następnie został karnie przeniesiony do KL Flossenburg. W Zagłębiu ojciec z Felicjanem od wiosny 1940 roku aktywnie działali w Związku Walki Zbrojnej prowadząc działalność sabotażową i pomagając osobom zagrożonym. Jesienią 1940 roku rodzinie udało się wrócić do Gdyni, przemianowanej przez Niemców na Gotenhafen. Felicjan podjął tam pracę fizyczną przy budowie doków pływających w stoczni na Oksywiu, następnie został kreślarzem w niemieckich biurach administracyjnych miasta. Wykorzystując swoje stanowisko pracy i okoliczności Felicjan podjął kolejne akcje konspiracyjne w ZWZ/AK i podziemnym harcerstwie – m. in. wykradł wojskowe instrukcje, skopiował plany i mapy. W lecie 1942 roku Stanisław Łada został aresztowany i po długotrwałym śledztwie wysłany do KL Stutthof. Ten sam los spotkał jego syna – gestapo zjawiło się po Felicjana 26 listopada 1942 roku. Zatrzymanie miało związek z rozpracowaniem struktur organizacji na Wybrzeżu, aresztowaniami objęto kilkaset osób – większość z nich po kilku tygodniach trafiła do Stutthofu. Felicjan Łada przekroczył bramę obozu 20 stycznia 1943 roku, otrzymując numer 18252 jako „Polizeihaftling” (więzień policyjny do dyspozycji gestapo).              
W kwietniu 1943 roku, na skutek fatalnych warunków obozowych i niezaleczonych chorób jeszcze z okresu zesłania, Stanisław zmarł w stutthowskim rewirze. Jedynym pocieszeniem Felicjana była od tego okresu prowadzona nielegalnie korespondencja z matką (zachowana do dnia dzisiejszego). Czesława Łada zrozpaczona po śmierci męża umierała ze strachu o swoich synów. Mimo ogromnego zagrożenia wysyłała grypsy do obozów, a nawet przyjechała do Stutthofu, by choć przez parę minut zobaczyć syna w czasie zorganizowanego tajnego widzenia. „Kochana Mamusiu! Widziałem, że chwila ta zrobiła na Tobie b. duże wrażenie, że kosztowało Cię to bardzo dużo sił i nerwów. Proszę Cię, więc na wszystko, zaniechaj tego Mamusiu. Oszczędzaj swe siły, nerwy i zdrowie i nie narażaj się. Zobaczymy się i pozostaniemy już na zawsze wkrótce”.

W czasie pobytu w Stutthofie Felicjan pracował większość czasu w obozowych warsztatach przy produkcji i reparacji broni, od lata 1944 roku. był zaś kreślarzem w działających przy Stutthofie Niemieckich Zakładach Wyposażeniowych (DAW). Od samego początku działał w więźniarskim ruchu oporu, zarówno prowadzonym na słynnym polskim bloku nr 5, jak także w miejscu pracy. Felicjan stał się jednym z czołowych organizatorów stworzenia „tajnego planu zbrojnego”, zabezpieczania broni i amunicji na wypadek likwidacji obozu. „Stworzyliśmy plan sforsowania drutów, likwidacji strażników i podjęcia walki. Zdecydowaliśmy, że nie damy się darmo wykończyć”.

Z miejsca pracy Felicjan obserwował tragiczne wydarzenia rozgrywające się w obozie, był m. in. naocznym świadkiem przybywania do obozu transportów żydowskich i ich uśmiercania. „Do DAWu przychodziły zlecenia na „Feldkisten”, a to wskazywało, że szykuje się duży transport. Wielu SS-manów kradło: od komendanta do Kommandofuhrera. Kosztowności, cenne rzeczy ładowali do skrzyń i jako pocztę polową wysyłali do domów”.
Ewakuowany z obozu drogą pieszą 25 stycznia 1945 r. Po kilku dniach wyczerpującego marszu wykorzystując okazję uciekł wraz z dwoma kolegami w Niestępowie na Kaszubach. Po wyczerpującej wędrówce i noclegach wśród zasp śnieżnych dotarł do ukochanej Matki. Wiele miesięcy później powrócił do domu, po ponad 5 latach niewoli, jego brat.
Felicjan za wszelką cenę chciał kontynuować naukę i pracować w ukochanej stoczni. Na jego barkach ciążyło wszak utrzymanie rodziny, pracował więc bardzo ciężko, ponad siły. Po pracy pędził na Politechnikę Gdańską, by zrealizować marzenie Ojca – uzyskać tytuł inżyniera. Udało mu się ukończyć studia, ale nie bez szykan i problemów natury politycznej. Wyczerpany organizm wkrótce odmówił posłuszeństwa, obóz dał o sobie znać ponownie. Lekarze z gdyńskiego szpitala uratowali Felicjanowi życie, tamując liczne krwotoki, na które cierpiał.
Powrócił do pracy wcześniej niż zalecano, bał się o utratę pracy. Wiele razy przesłuchiwany przez UB, nakłaniany do współpracy, nigdy nie wstąpił do partii. „Chcieli koniecznie abym „się zaczerwienił”, grożono, że oskarżą mnie o sabotowanie pracy”. Z racji pochodzenia i działalności w ZWZ-AK przydzielane stanowiska zawodowe nie były nigdy w pełni adekwatne do jego wykształcenia i możliwości. Nie doczekał się nigdy uznania, mimo, że opatentował wiele wynalazków stoczniowych, był współautorem metody i realizacji łączenia połówek statków na wodzie. Mówi dziś o sobie: „Byłem wtedy czarną owcą, ale nigdy czerwoną!” Stał się jednym z inicjatorów powstania Muzeum Stutthof. Po przejściu na emeryturę aktywnie działał w stowarzyszeniach byłych więźniów oraz organizacjach kombatanckich.

Felicjan Łada zmarł 5 listopada 2017 r. dożywszy 100 lat.

 „Nie zeszmacić się, a pozostać sobą – to był mój cel w obozie. Być zawsze człowiekiem i widzieć w drugim też człowieka, nawet wtedy gdy był to SS-man… Jednego z nich, przyzwoitego, potem w sądzie po wojnie poratowałem, mówiąc prawdę…”.  (Fragment relacji Felicjana Łady).


Słowo wstępne oraz wybrane strony komiksu.

Jedna z recenzji.





piątek, 22 czerwca 2018

Więźniowie rosyjscy w KL Stutthof

Nikołaj Kuzniecow - Marsz Śmierci

W dniu wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, 22 czerwca 1941 r. aresztowani zostali sowieccy marynarze ze stacjonujących w Gdańsku i Gdyni statków, a 38-osobowa załoga statku „Magnitogorsk” została skierowana do obozu Stutthof wraz z kapitanem Dalkiem, który opisał pobyt załogi statku w obozie Stutthof:

22 czerwca 1941 r. o godz. 3 w nocy załoga statku „Magnitogorsk” została aresztowana przez gestapowców i w przeciągu 15 minut siłą wypędzona ze statku. O świcie wszystkich 33 ludzi załadowano na samochody i pod silną eskortą żołnierzy SS z automatami i ręcznymi granatami, wywieziono do obozu koncentracyjnego Stutthof. […] Przybyłych marynarzy z „Magnitogorska” natychmiast przebrano w brudną aresztancką odzież, uprzednio zabrawszy wszystkie osobiste rzeczy i ubrania. Internowani marynarze, wbrew międzynarodowemu prawu, znaleźli się w warunkach więźniów obozu koncentracyjnego i poddani zostali wszystkim okropnościom hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Żywili bardzo kiepsko - z rana szałwia i kawałek chleba buraczanego, na obiad miska rzadkiej zupy z brukwi i to samo na kolację, oto i wszystko. Był surowy zakaz palenia tytoniu, za naruszenie go - bicie przed szeregiem. Dla kary chłosty była specjalna drewniana „kobyła” [nazywana tez „kozłem”], na której odbywały się egzekucje. Polacy i Żydzi, którzy wcześniej zostali przywiezieni do obozu niż marynarze, byli na tyle słabi, że często podczas apelu padali w szeregu. To powodowało jeszcze większe bicie batem, tak, że niekiedy dwoje ludzi podtrzymywało słabego, ażeby nie upadł i nie był poddany biciu. Marynarze dopiero co przybywszy ze statku trzymali się jeszcze i ważne to, że załoga statku nie rozpadła się, a pozostała jednolitym kolektywem, jaki był na statku, na czele z kapitanem. Początkowo marynarzy zapędzili do roboty w lesie, karczować pnie. To była bardzo ciężka praca, ale marynarze byli zadowoleni, chociażby dlatego, że na kilka godzin zostali wyrwani z okropnego obozu, do lasu. Ale wkrótce marynarzy przenieśli do budowy szosy koło obozu. I oto tutaj miał miejsce incydent, z powodu którego cała drużyna marynarzy została poddana jeszcze większym represjom. W obozie istniała tzw. wagen-kolonna, t.j. do dużego wozu zaprzęgali ludzi, głównie Żydów i Polaków-księży, załadowywali wóz kamieniami zupełnie pełny, na górze siadali strażnicy esesmani i ludzie ciągnęli to wszystko na budowę drogi. Starszym, w sensie kierownictwa tej grupy. tzw. kapo, wyznaczony był Niemiec-kryminalista. Ciągnąć wóz musieli po piasku. Ludzie nadrywali się, padali, a nadzorca, Niemiec-kryminalista, pragnąc wysłużyć się przed esesowcami, bił upadających pałką, kiedy kolumna wyrównała się z sowieckimi marynarzami, jeden staruszek, zaprzęgnięty do wozu, upadł, kryminalista zaczął go bić pałką. Rozlegały się tylko jęki. Staruszek próbował podnieść się, ale upadał znowu. Wszyscy marynarze oburzyli się, bił to nie esesowiec, a taki sam więzień, tylko, że Niemiec-kryminalista. Radiotelegrafista Stasow, znając trochę język niemiecki, nie wytrzymał. Podskoczył do Niemca, wyrwał mu pałkę i chwytając go za kołnierz, uprzedził, że jeżeli on będzie bił dalej starców, to na pewno na zdrowie mu nie wyjdzie, Niemiec kapo od razu pobiegł do obozowego kierownictwa i poskarżył się, że Rosjanie mieszają się do jego „wychowawczej” pracy i widocznie opowiedział o wydarzeniu. Rezultat był taki, że całą drużynę sowieckich marynarzy natychmiast zdjęto z pracy, wezwali do obozu, zdjęli aresztanckie odzienie i w zamian za nie wydali umundurowanie byłych polskich żołnierzy, mówię byłych, ponieważ całe umundurowanie widocznie było z zabitych i zmarłych polskich żołnierzy i oficerów, porwane, z otworami po kulach, wymazane we krwi. Otrzymałem płaszcz po jakimś oficerze, uszyty w dobrym warsztacie, w Warszawie, z „Nowego Świata”, ale cały porwany, z dwoma dziurami po kulach i cały we krwi. W takim okropnym odzieniu, w czapkach aresztanckich na głowach, w drewniakach na bosych nogach, sowieccy marynarze z „Miagnitogorska” byli przewiezieni do filii obozu koncentracyjnego Stutthof - do kamieniołomów w Grenzdorf. Filia ta służyła do umieszczania w niej karanych w obozie, niewielki obóz, tylko 2 duże baraki, w których nie było nawet prycz, a po prostu była narzucana na pół zgniła słoma, w której gnieździły się miliony wszelkiego rodzaju robactwa. Spać nie można było, ponieważ robactwo rzucało się z taką wściekłością, że ludzie wstawali pogryzieni do krwi. Po męczącej robocie w kamieniołomie, wieczorem, o godz. 21 zamykano ludzi w te okropne baraki i nie wypuszczano z nich do rana, do wyjścia do pracy, ubikacji w barakach nie było i nawet za fizjologicznymi potrzebami nie wypuszczali ludzi z baraków. Brud, robactwo, smród z ekskrementów i głód, stały głód. Stosunek strażników obozu do marynarzy był bestialski, bat nie wychodził z rąk Sturmführerów. Ale oprócz bicia, strażnicy próbowali i moralnie zdusić marynarzy, pewnego razu zmusili marynarzy do przenoszenia dużej góry piachu rękami, każdy musiał podejść do góry piachu i wziąwszy w garść piasek, przenieść go o l0 - 15 m. Ale ani wycieńczająca fizyczna praca w kamieniołomie, ani moralne znęcanie się esesowców, ani głód, nie załamały ducha marynarzy, kolektyw z „Magnitogorska” jaki był na statku, tak i pozostał jedną załogą radzieckiego statku, w ciężkich pracach, kiedy trzeba było przenosić ciężkie kamienie i ogólnie we wszystkich wypadkach , kiedy słabsi nadrywali się, nasi, silniejsi marynarze, palacze Pietrow Wł., Poboin, drugi mechanik Bragin, marynarz Tarasów Was. Przychodzili z pomocą i dość często wykonywali zadanie osłabionego towarzysza. W takich okropnych warunkach załoga „Magnitogorska” przebywała do 1 listopada 1941 r. i potem została przewieziona do twierdzy-więzienia Würzburg w Bawarii, gdzie znajdowały się załogi z innych radzieckich statków. Przybycie naszej załogi do Würzburga zbiegło się z dniem 7 listopada i to rzeczywiście było podwójne święto dla załogi „Magnitogorska”. Wycieńczeni, oberwani, zawszeni, wszyscy w strupach, członkowie załogi „Magnitogorska” spotkali swoich towarzyszy z innych statków, ciepły, przyjacielski stosunek, który jeszcze bardziej podniósł na duchu magnitogorców. W ten sposób wlaliśmy się w ogólny kolektyw marynarzy, i było nas już około 200 ludzi.

Marynarze z „Magnitogorska” nie byli pierwszymi więźniami rosyjskimi osadzonymi w KL Stutthof. Więźniowie rosyjscy odnotowani są w dokumentacji obozowej już w 1939 r. Jednym z nich był kucharz ze statku pływającego pod banderą Estonii, Fedor Karatschow (Karaczow), o numerze 6582. Zwiększony napływ więźniów rosyjskich do KL Stutthof rozpoczął się w 1942 r. Głównym argumentem przy podejmowaniu decyzji o zmianie od stycznia 1942 r. statusu obozu Stutthof była jego rozbudowa w celu przyjęcia około 20 000 sowieckich jeńców wojennych.

Oddzielną grupę stanowili rosyjscy robotnicy przymusowi osadzani w obozie jako więźniowie „wychowawczy” [Erziehung].

Wśród nielicznych pamiątek po więźniach rosyjskich są, znalezione podczas remontów na terenie Muzeum Stutthof, menażki czy fragmenty papierośnic, z rosyjskimi napisami.
(dd,wl)
______________________

Sonderbehandlung / Specjalne traktowanie – Krzysztof Dunin-Wąsowicz

Sonderbehandlung rozpoczęło się w sierpniu 1944r. i trwało do początku listopada tego roku. Najpierw objęło ono około 70 Rosjan, przeważnie inwalidów, przybyłych wprost z obozu jeńców wojennych w Czarnem. Przed śmiercią koczowali trzy dni pod gołym niebem, nie otrzymując żadnego wyżywienia. Resztki ubrania, składającego się z łachmanów, ledwo trzymały się ciała. Wreszcie esesmani okłamali ich mówiąc, że będą wysłani do sanatorium dla inwalidów, co wywołało radość wśród nieszczęśliwych. Usiłowali się umyć i jakoś doprowadzić do porządku. W pobliżu komory gazowej podstawiono dwa wagony III klasy. Jeńcom radzieckim polecono wejść do nich i czekać na dołączenie lokomotywy. Po pewnym czasie do wagonów podeszli esesmani oświadczając, że trzeba jeszcze poczekać na lokomotywę. Ofiary bez oporu udały się do tzw. poczekalni, celem spożycia kolacji. „Poczekalnia” okazała się komorą gazową. Zatrzaśnięto żelazne drzwi, wpuszczono gaz. (Krzysztof Dunin-Wąsowicz)

Sonderbehandlung – relacja Aldo Coradello, więzień nr 41380

Niemieckie okrucieństwa w Obozie Koncentracyjnym Stutthof. Zagazowanie około 50-60 rosyjskich inwalidów wojennych.
            
Gdy byłem jak zwykle włóczony w Stutthofie przez wszystkie wstępne udręczenia, zobaczyłem na małym placu, tak zwanej odwszalni obozu, 50-60 uwięzionych rosyjskich inwalidów wojennych. Większość z nich miała amputowaną nogę, a byli i tacy, którzy utracili obie nogi i którzy z wielkim trudem poruszali się na kulach. Innym znowu brakowało ramienia, jeszcze inni nie mieli oczu. Tylko jedno mieli wszyscy wspólne: byli wygłodzeni do najwyższego stopnia i ich „ubranie”, które składało się z nieokreślonych łachmanów, wisiało na ciele jak szmata. Butów w ścisłym tego słowa znaczeniu nie posiadał żaden. Większość była boso i miała popuchnięte i poranione stopy. Byli tak słabi, że ledwo trzymali się na nogach, szkielety ludzkie bliższe śmierci niż życia… Starsi więźniowie zatrudnieni przy odwszeniu i przyjmowaniu nowoprzybyłych, opowiadali mi, że ci inwalidzi pochodzą przeważnie z obozu jeńców wojennych w Hammerstein. Koczowali już tu przez trzy tygodnie pod gołym niebem, bez żadnego zaprowiantowania i dostawali tylko ukradkiem trochę wody i jedzenia od innych więźniów, którzy sobie od ust odejmowali, żeby im to dać. Komendantura obozu była najwidoczniej niechętnie ustosunkowana do przyjęcia radzieckich inwalidów. Uważała, że jest to tylko balast, który w zamian za żywność nie może dać żadnej pracy. Po prostu przeznaczeni byli na wymarcie.
            
My, nowoprzybyli więźniowie musieliśmy czekać na załatwienie formalności przyjęcia od 10-tej rano do 6-tej po południu w żarzącym słońcu. Dokoła naszej grupy spacerowali sobie: Komendant obozu Obersturmbahnfuhrer Hoppe i pierwsi Schutzhaftlagerfuhrer Mayer i Rapportfuhrer Chemnitz. Z ich rozmów mogłem dokładnie wywnioskować, że byli zajęci zagadnieniem radzieckich inwalidów wojennych. Chemnitz powiedział, że najprościej byłoby usunąć tę „rosyjską hołotę”. Podkreślił te słowa spojrzeniem, rzuconym w stronę krematorium. Oczywiście wiedziałem od razu co to miało znaczyć…
            
…Po obiedzie udali się Chemnitz i Liedtke do inwalidów sowieckich i oświadczyli im, że będą stąd odesłani do sanatorium dla rannych, gdzie im będzie na pewno bardzo dobrze. Uśmiechali się przy tym z właściwym sobie cynizmem. Widziałem, jak ci nieszczęśliwi ucieszyli się, że po tylu mękach nareszcie traktowani będą po ludzku. Tak, jak im się to należało, jako jeńcom wojennym, a do tego jeszcze inwalidom. W odrobinie wody, jaką jeszcze rozporządzali starali się umyć i doprowadzali siebie do porządku, żeby jako tako wyglądać, spiesząc się przy tym bardzo. Nigdy nie zapomnę tego widoku, jak jeden z nich usiłował kawałkiem stłuczonego szkła zgolić brodę swemu koledze, który był pozbawiony rąk. Nie mieli ani mydła, ani pędzla ani noża. Jakże boleśnie komiczną była ta scena: nieszczęśliwi spieszyli się tak bardzo, żeby się przygotować do odjazdu do sanatorium. Istotnie niedługo potem wywieziono ich, ale nie przez główną bramę obozu, tylko przez boczną furtkę na prawo od SS-owskich warsztatów szewskich. Furtę, przez którą codziennie wywożono z obozu i ze szpitala trupy zmarłych więźniów do krematorium. Było to owo odtransportowywanie na „tyły”, o którym mówił Chemtniz, potwierdzone wieczorem przez Kapo Franca Brunnera z warsztatów szewskich. Dla nas, więźniów mających doświadczenie obozowe było jasne, że ci wywiezieni ludzie, już w najbliższych godzinach będą zamordowani w jakiś okrutny sposób.
            
…Gdy tak siedziałem z dawnymi towarzyszami z bloku, zjawili się nagle więźniowie Wilhelm Patsch i Franciszek Knitter, obaj zawodowi przestępcy z zielonym trójkątem. W Stutthofie piastowali oni wysokie stanowiska: Patsch był Kapo krematorium, a jego prawą ręką Knitter zatrudniony również w oczyszczaniu obozu. Tego wieczora obaj byli bardzo pijani. Dowiedziałem się od nich pewnych szczegółów z dzisiejszej roboty w krematorium…  Dowiedziałem się wówczas od nich, że inwalidzi sowieccy około 6-tej godziny po południu zostali zamordowani w komorze gazowej. Żeby zapobiec możliwości jakiegoś wypadku SS zaaranżowało specjalne przedstawienie. Krematorium miało proste połączenie z dojazdową kolejką Stutthof-Gdańsk. Tego dnia po południu w pobliżu krematorium stały dwa wagony trzeciej klasy. Jeńcom sowieckim polecono zająć tam miejsca. Przekonani, że chcą z nimi postąpić jak najlepiej, rozlokowali się w tych wagonach. Mniej więcej w pół godziny potem weszli nagle Chemnitz, Liedtke i Mayer, głośno narzekając na maszynistę, który okazał się niepunktualnym, a przecież powinien już być w drodze z transportem. Potem oznajmiono jeńcom, że lokomotywa dopiero za godzinę będzie gotowa do drogi, więc mogą jeszcze zjeść kolację. Wszyscy musieli zatem z powrotem wysiąść i zaprowadzono ich do „poczekalni”. Skoro tylko znaleźli się w tym wskazanym przez Chemnitza pomieszczeniu, zatrzaśnięto za nimi żelazne drzwi i w tej samej chwili zaczęto wpuszczać gaz do komory górnym otworem. Sposób ten bywał często stosowany przez Chemnitza i jego wspólników przy gazowaniu Żydów. Oryginalnością tego pomysłu niejednokrotnie chełpili się między sobą. Przy zagazowaniu obecna była cała komendantura obozu. Po dobrej godzinie drzwi zostały otwarte, trupy wyniesiono i rzucono przed piecem krematoryjnym. Każde ciało rozebrano do naga, a odzież poskładano na kupę, z tym, że następnego dnia będzie zabrana do magazynu odzieżowego i użyta dla innych więźniów. Każdy zmarły był jeszcze raz zrewidowany w poszukiwaniu pierścionków i złotych zębów, o ile je znaleziono wyłamywano je ze szczęk specjalnym żelaznym przyrządem, po czym trup dostawał znaczek „zbadany przez dentystę”. Patsch i Knitter opowiadali, że spalenie zwłok inwalidów odbyło się bardzo prędko, chciano bowiem zachować w tajemnicy i użyto do tego celu oleju i benzyny, którymi obficie polewano ciała. Piec mieścił w sobie normalnie 13 trupów i spalanie trwało mniej więcej 80-100 minut. Ponieważ jednak trupy inwalidów były bardzo wychudzone, można je było wsunąć po 15 do pieca naraz. Około północy ostatni raz napełniono piec trupami, obficie oblanymi benzyną…

Przykłady traktowania więźniów rosyjskich w KL Stutthof
·       …Przez cały 1943 i 1944 rok w Stutthofie wykonywano wyroki śmierci również na więźniach rosyjskich. Od dnia 6 maja do 18 października 1943 roku rozstrzelano 7 Rosjan, prawdopodobnie jeńców wojennych, za działalność w ruchu oporu. W marcu 1944 roku stracono łącznie 16 oficerów radzieckich. Wśród rozstrzelanych 15 marca 6 oficerów znajdowała się jedna kobieta. Według relacji więźniów straceni zostali strzałem w potylicę w pomieszczeniu krematoryjnym. Podczas tej egzekucji obecny był komendant obozu Pauł Werner Hoppe, Teodor Meyer i dr Otto Heidl… („Stutthof” – monografia).
·       …Opowiadania więźniów rosyjskich były jeszcze bardziej straszliwsze do wysłuchiwania. Rzeczowo i spokojnie podawali: - W transporcie, w którym tutaj przybyłem było nas 200, 300, 400 lub 500, a teraz pozostało nas3, 4, 7 i 8. Przybylismy w 1942 r., wiosną wiosną 1943 i latem 1943 r. Przecietny okres życia więźnia rosyjskiego w obozie nie przekraczał trzech miesięcy. W zimie, gdygdy mróz uniemożliwiał roboty poza obozem, SS-mani zmuszali jeńców do maszerowania wokoło placu obozowego i śpiewania. Maszerować musieli bez butów, tylko drewniakach przez cały dzień, a czasem nawet i w nocy do upadłego. Tym, którzy padli pozwolono leżeć, a silny mróz miłosiernie dokonywał reszty…  (Martin Nielsen „Raport ze Stutthofu”, s. 99-100).

______________________

Obywatele ZSRR w KL Stutthof

…Podobna trudność jak przy ocenie liczebności więźniów narodowości polskiej występuje w odniesieniu do narodów ZSRR. Poza Litwinami, Łotyszami i Estończykami, a więc obywatelami tych krajów, które w sierpniu 1940 r. przystąpiły do federacji ZSRR, wszystkie pozostałe narodowości zamieszkujące jej terytorium oznaczano z reguły literą R (Russe, Rosjanin), wskazującą nie tyle na narodowość, co na państwo, którego obywatelem był więzień. Nie stało się to jednak obowiązującą zasadą, albowiem wyłączono z niej narodowości z azjatyckiej części ZSRR, jak armeńska, azerbejdżańska, kirgiska, uzbecka, gruzińska, mongolska, mordwińska, kałmucka i inne, nie wyodrębniono natomiast ukraińskiej i białoruskiej, traktowanych w zasadzie łącznie z rosyjską. W Stutthofie więźniowie tych narodowości mieli status jeńców wojennych, przeniesionych do obozu ze stalagów za ucieczki, uprawianie propagandy komunistycznej lub innej działalności skierowanej przeciw Rzeszy. Decydowały również względy rasowe, bo np. Armeńczycy i Kałmucy nie byli uważani przez Niemców za Aryjczyków, podobnie przedstawiciele innych narodów o cechach mongoloidalnych. Tego rodzaju informacje wpisywano do kart personalnych więźniów obok innych danych osobowych. Bato Somiejew, urodzony w Nang, więzień polityczny, zamieszkały w Białymstoku i tam aresztowany, ma w karcie personalnej wpisaną narodowość mongolską (Mongole), a także w rubryce określającej rysopis więźnia: „Typische mongolisches Gesicht".

W księgach ewidencyjnych, a także w innej dokumentacji osobowej zaznaczano sporadycznie obywateli ZSRR z narodowością ukraińską i białoruską, ale wyjątki te dotyczyły transportów wielonarodowych. Przy niektórych widniał dwuczłonowy zapis (np. Pole Weissrusse, Russe Tatare, Russe Kaukasier), którego pierwszy składnik oznaczał kraj pochodzenia, drugi zaś narodowość...”.
Źródło: Marek Orski, „Struktura państwowa i skład narodowościowy obozu koncentracyjnego Stutthof  w latach 1939-1945”. Zeszyty Muzeum Nr 10).


Nikołaj Kuzniecow - Egzekucja (24.12.1944 r. w KL Stutthof powieszono dwóch braci, Rosjan, za próbę ucieczki).







Ekspozycja Muzeum Stutthof

Ekspozycja Muzeum Stutthof

Komora gazowa - stan 1946 r.

Wnętrze komory gazowej 1945 r. 



czwartek, 21 czerwca 2018

Praca w Muzeum Stutthof


Załącznik  nr 2
do Regulaminu naboru na wolne stanowiska pracy
w Muzeum Stutthof w Sztutowie.


MUZEUM STUTTHOF W SZTUTOWIE
OGŁASZA NABÓR NA WOLNE STANOWISKO PRACY


Nazwa stanowiska pracy: … ds. zamówień publicznych i administracji ………
Rodzaj umowy: …………umowa o pracę…………………….
Wymiar czasu pracy: …………………pełny wymiar czasu pracy………………………
1.     
Wymagania niezbędne:
1)    Wykształcenie wyższe,

1      Wymagania dodatkowe:
1)    doświadczenie w pracy z zakresu administracji,

2)    wykształcenie z zakresu administracji, ekonomii,
3)    bardzo dobra obsługa komputera, w tym oprogramowania biurowego, w szczególności pakietu Microsoft Office [głównie Excel, Access, Word, Outlook]
4)    komunikatywność i umiejętność pracy w zespole,
5)    analizowanie, planowanie i ustalanie priorytetów,
2      Zakres wykonywanych zadań na stanowisku:

Zadania główne:
1.     Kompleksowa obsługa postępowania przetargowego od momentu jego wszczęcia do podpisania umowy w sprawie o udzielenie zamówienia publicznego, w tym udział w pracach komisji przetargowej.
2.     Tworzenie rocznego planu zamówień publicznych oraz bieżąca jego aktualizacja.
3.     Nadzór i koordynacja postępowań o udzielanie zamówień publicznych o wartości szacunkowej nieprzekraczającej kwoty 30 000 euro.
4.     Realizacja zadań wynikających z administrowania i gospodarowania majątkiem Muzeum,  
5.     Prowadzenie spraw dotyczących posiadanych środków transportu samochodowego, w tym dokonywanie ubezpieczeń i  przeglądów.
6.     Realizacja zadań związanych z zaopatrzeniem w sprzęt techniczny i biurowy oraz z zabezpieczeniem wszelkich środków związanych z pracami porządkowymi na terenie Muzeum.
7.     Przygotowywanie i prowadzenie rejestru umów dotyczących najmu lub dzierżawy powierzchni w obiektach Muzeum.
8.     Prowadzenie gospodarki magazynowej, zgodnie z instrukcją gospodarki magazynowej.
9.     Prowadzenie spraw związanych z wydawaniem i ustalaniem cen, nowo przyjętych wydawnictw.
10.  Prowadzenie spraw związanych z systemem ISBN.
11.  Sporządzanie sprawozdań okresowych zgodnych z zakresem stanowiska.
12.  Stałe zastępstwo pracownika sekretariatu.

Wymagane dokumenty:
a)   list motywacyjny, Curriculum vitae (CV) z podaniem kontaktu z kandydatem,
b)   kwestionariusz osobowy,
c)   kserokopie świadectw pracy [jeśli takie posiada] lub oświadczenie kandydat w przypadku trwającego stosunku pracy,
d)   kserokopie dyplomów lub innych dokumentów potwierdzających wykształcenie,
e)   kserokopie zaświadczeń o ukończonych kursach, szkoleniach itp.,
f)    referencje,
g)   oświadczenie o posiadaniu obywatelstwa polskiego,
h)   oświadczenie o wyrażeniu zgody na przetwarzanie danych osobowych zawartych w składanych dokumentach dla potrzeb niezbędnych dla realizacji procesu rekrutacji zgodnie z  Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), publ. Dz. Urz. UE L Nr 119, s. 1.) wg wzoru stanowiącego załącznik nr 3 do Regulaminu naboru na wolne stanowisko pracy w Muzeum Stutthof w Sztutowie,
i)    inne dokumenty potwierdzające posiadane kwalifikacje i umiejętności.

Kserokopie dokumentów kandydat potwierdza własnoręcznym podpisem za zgodność z oryginałem.

Wymagane dokumenty aplikacyjne należy składać lub przesyłać w zamkniętych kopertach z adnotacją „Oferta pracy na stanowisko ds. zamówień publicznych  administracji”, w terminie do dnia 29 czerwca 2018 roku godz. 11.00 pod adresem: 

Muzeum Stutthof w Sztutowie Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady (1939-1945) ul. Muzealna 6, 82-110 Sztutowo.

Aplikacje, które wpłyną do Muzeum po w/w terminie nie będą rozpatrywane.

Z regulaminem naboru można się zapoznać w siedzibie Muzeum oraz na stronie BIP Muzeum.





poniedziałek, 18 czerwca 2018

Artyści Andersa. Uratowani z „nieludzkiej ziemi”.



17 czerwca w ramach „Niedziel w Muzeum” otworzyliśmy dla Państwa kolejną wystawę czasową - Artyści Andersa. Uratowani z „nieludzkiej ziemi”. Autorem wystawy i albumu, który powstał w ramach projektu Artyści Andersa, jest prof. Jan Wiktor Sienkiewicz, a prezentowane materiały stanowią efekt jego wieloletniej pracy naukowej na ten temat.

Wystawie towarzyszył plener artystyczny. Będzie ona prezentowana do 7 września br. Więcej na www.stutthof.org

Poniżej fotorelacja z wydarzenia.
Zapraszamy do Muzeum !




















piątek, 8 czerwca 2018

Plener artystyczny Artyści Andersa, uratowani z "nieludzkiej ziemi".



Muzeum Stutthof w Sztutowie oraz Towarzystwo Projektów Edukacyjnych serdecznie zapraszają na otwarcie wystawy i plener artystyczny Artyści Andersa, uratowani z "nieludzkiej ziemi". W programie prezentacja filmowa i plener rzeźbiarski dla dzieci, rodzin, młodzieży w wieku nastoletnim i kilkudziesięcioletnim. Plener artystyczny objęty jest rezerwacją miejsc, zgłoszenia przyjmujemy pod adresem: boz@stutthof.org  oraz telefonicznie: 55 247 83 53 wew. 216. Czekamy na Was w Muzeum! 
Niedziela 17.06.2018 r., godz. 12:00!


środa, 6 czerwca 2018

Wakacyjny wolontariat w Muzeum Stutthof



Praca i wypoczynek jednocześnie – czy da się to połączyć?
Tak jeżeli zdecydujesz się na wakacyjny wolontariat w Muzeum Stutthof!
Poszukujemy wolontariuszy!
Nieistotny jest wiek i wykształcenie, ważna jest chęć do pracy w tak szczególnym miejscu jakim jest Muzeum Stutthof.
Jeżeli mieszkasz daleko możesz skorzystać z bezpłatnego zakwaterowania w naszych pokojach gościnnych.
Wolontariusze są z nami na co dzień i od święta. Zdecyduj czy chcesz do nich dołączyć?
Informacje pod adresem www.stutthof.org/Wolontariat
Chcesz zadać pytanie dzwoń tel. 55 247 83 53 wew. 241 
lub pisz: wolontariat@stutthof.org






czwartek, 24 maja 2018

Wiktor Tołkin – twórca Pomnika Walki i Męczeństwa na terenie Muzeum Stutthof w Sztutowie. Niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady (1939-1945)



12 maja 2018 r. minęła 50 rocznica odsłonięcia na terenie powstałego w 1962 roku Muzeum Stutthof w Sztutowie Pomnika Walki i Męczeństwa, którego autorem jest Wiktor Tołkin.
Wiktor Tołkin  urodził się 21 lutego 1922 r. w miejscowości Tołkacze koło Sokółki. Wybuch II wojny światowej zastał go w Kowlu, skąd z rodziną przedostał się do Warszawy, gdzie zdał maturę na tajnych kompletach. Za działalność w  Armii Krajowej  aresztowany  został przez Gestapo i osadzony w  obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie był od 17 listopada 1942 r. do lutego 1944 r. Zwolniony z obozu dzięki staraniom rodziny, uczestniczył w powstaniu warszawskim w oddziale  AK „Lewar” pod pseudonimem „Ostoja”.  Po upadku powstania warszawskiego był więźniem obozu jenieckiego (Stalag X B) w Sandbostel koło Bremy.
Po wyzwoleniu jesienią 1945 roku Wiktor Tołkin rozpoczął studia architektoniczne w Brukseli.  Jednak już w roku 1946, po powrocie do kraju, kontynuował studia architektoniczne na  Politechnice Gdańskiej. Jednocześnie w latach 1947–1954 podjął studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Sopocie na kierunku rzeźba, gdzie był uczniem profesora Mariana Wnuka i Stanisława Horno-Popławskiego.
 Po ukończeniu studiów architektonicznych w 1952 r. został architektem w biurach projektowych. Jednak po 1963 r. poświęcił się działalności artystycznej, prowadząc w Gdańsku do końca lat 90. XX wieku pracownię rzeźbiarską przy ul. Mariackiej 3. Wiktor Tołkin, autor wielu pomników związanych z okresem II wojny światowej, obok Xawerego Dunikowskiego i Franciszka Duszeńki, uważany jest za czołowego przedstawiciela polskiej monumentalnej rzeźby pomnikowej drugiej  połowy XX wieku. Jest autorem pomników Zaślubin Polski z Morzem  w Kołobrzegu,  Ludziom Morza w Gdyni, pomnika Alfa Liczmańskiego w Gdańsku przy SP nr 65 przy ul. Śluza 6, nazwanej imieniem A. Liczmańskiego i pomnika Janka Krasickiego na  gdańskim Osiedlu Młodych przy ul. Chełmońskiego.
W 1968 r., oprócz pomnika na terenie ówczesnego Muzeum Stutthof w Sztutowie, odsłonięto pomnik Bojowników Ruchu Oporu (Czynu Partyzanckiego) w  Złotej Górze koło Brodnicy). Wiktor Tołkin jest również autorem pomnika Walki i Męczeństwa wraz z Mauzoleum Panteonem w b. obozie na Majdanku. W 1978 r. odsłonięto w Płocku pomnik Czynu Oręża Polskiego.
Ponadto Wiktor Tołkin był autorem pomników nagrobnych, m.in. profesora Zdzisława Kieturakisa w Alei Zasłużonych cmentarza Srebrzysko we Wrzeszczu, malarza i grafika Antoniego Suchanka na cmentarzu w Witominie w Gdyni. Tworzył również projekty medali, w tym wybitego w 1977 r. z okazji 650. rocznicy zbudowania Ratusza Głównego Miasta. Za działalność artystyczną uhonorowany został wieloma wysokiej rangi odznaczeniami. Zmarł w Gdańsku 7 maja 2013 r. Pochowany został 11 maja 2013 roku w grobie rodzinnym na cmentarzu Srebrzysko.
Wiktor Tołkin na Pomniku Walki i Męczeństwa, postawionym ku pamięci ofiar nazizmu w Muzeum Stutthof w Sztutowie. Niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady (1939-1945) umieścił słowa z „Mszy żałobnej” Franciszka Fenikowskiego, stanowiące ważne przesłanie dla wszystkich pokoleń:

Z pokolenia niech głos nasz idzie w pokolenie, 
O pamięć, nie o zemstę proszą nasze cienie!
Los nasz dla Was przestrogą ma być - nie legendą.
Jeśli ludzie zamilkną – głazy wołać będą!