sobota, 1 sierpnia 2015

Powstańcy Warszawscy w Stutthofie



Obóz Koncentracyjny Stutthof był jednym z tych niemieckich obozów, do których Niemcy kierowali wziętych do niewoli żołnierzy Powstania Warszawskiego, a także cywilną ludność Warszawy.

Pierwszy transport po wybuchu powstania...
            
Po wybuchu powstania, pierwszy transport więźniów przybył do KL Stutthof z Warszawy przez Pruszków około 20 sierpnia 1944 r. Było to kilka tysięcy osób – cywilów. Zatrzymano ich w murowanych barakach poza obozem centralnym. Po kilku dniach, cały transport skierowano na tzw. wolnościowe roboty, z czego część do firmy „Epp”, która budowała fabrykę maszyn pod Stutthofem. Ludzi z tego transportu nie zewidencjonowano w kartotekach obozowych.

...i kolejny
            
31 sierpnia 1944 r. do obozu przybył kolejny transport, w skład którego wchodziło ponad 3000 mężczyzn i ponad 600 kobiet z Pragi, Grochowa i Marymontu. Większość z nich od razu skierowano do podobozów w Gdańsku i Elblągu (gdzie wielu z nich zmarło przy pracy), a 4 września 1944 r. kilkuset mężczyzn przewieziono do obozu koncentracyjnego w Neuengamme koło Hamburga. 

Transporty z 29 września 1944 r.
            
29 września 1944 r. do Stutthofu przybywają dwa transporty. Pierwszy z nich, liczący 1200 mężczyzn, stanowili głównie mieszkańcy dolnego Mokotowa. Część z nich brało czynny udział w powstaniu, jako żołnierze jednostki bojowej „Granat”. Nie chcąc iść do niewoli, przebrali się w cywilne ubrania licząc, że w ten sposób łatwiej uciekną. W transporcie tym znajdowało się też wielu przedstawicieli inteligencji. Transport otrzymał numerację od 92300 do 93500.
            
Drugi transport liczył 40 osób. Były to dziewczęta w wieku od 16 do 26 lat, które w powstaniu pełniły funkcje łączniczek w jednostkach „Baszta” i „Granat” Armii Krajowej, operujących na Mokotowie. Wśród nich znajdowała się również jedna kobieta – żołnierz z I Armii Wojska Polskiego oraz jedna łączniczka z Polskiej Armii Ludowej. Ich przybycie do obozu poprzedził telegram wysłany z Pruszkowa, skierowany w dniu 28 września 1944 r. do komendanta KL Stutthof: „Sonderaktion Warschau Reichsführera SS wysyła do państwa pociąg specjalny z czterdziestoma kobietami narodowości polskiej, które jako członkinie AK aktywnie brały udział w powstaniu. Zgodnie z rozkazem szefa ds. zwalczania band – SS-Oberguppenführera von dem Bacha – wszyscy mężczyźni z AK, zatrzymani jako jeńcy wskutek kapitulacji, powinni być traktowani jako jeńcy. 
Wśród takich jeńców znajdowały się te przekazywane wam kobiety.
W przypadku istnienia obozu kobiecego, prosi się o umieszczenie w nim tych kobiet.
 
W innym wypadku, rozdysponowanie pozostawiamy do waszej decyzji”.
 

Dziewczęta wyszły z Warszawy jako wojsko i nie wiadomo dlaczego skierowano je do obozu koncentracyjnego, a nie do obozu jeńców wojennych, co gwarantowała im umowa kapitulacyjna. Ubrane były w kombinezony i kurtki wojskowe z biało – czerwonymi proporczykami. Na furażerkach miały naszyte biało – czerwone naszywki i orzełki.  
Zachowywały się bardzo odważnie. Na pytanie komendanta obozu, co robiły w czasie powstania, odpowiadały zgodnością, że „wszystko co było potrzeba” – opatrywały rannych, gotowały jedzenie, nosiły amunicję, nawet strzelały. Oto jak opisuje ich postawę w obozie Wiktor Ostrowski, więzień Stutthofu: 
„Z nimi komenda obozu miała największy kłopot. Dziewczyny miały ze sobą egzemplarze gazety niemieckiej, w której było powiedziane, że mają być traktowane jako jeńcy wojenni. Oponowały one stanowczo przeciwko odziewaniu ich w ubrania obozowe i naszywaniu numerów. Komenda zgłupiała. 
W każdym innym wypadku skończyłoby się na skatowaniu dziewcząt i zmuszeniu ich do posłuszeństwa, ale tu – drukowane słowo niemieckie z podpisem samego dowódcy armii wywarło na szwabach wrażenie. Zaczęły się pertraktacje i rozmowy z Berlinem. Przez ten czas kobiety były trzymane w przejściówce. Targ w targ naszyto im numery, zdjęto orzełki i biało-czerwone proporczyki z furażerek, ale pozostawiono opaski powstańcze” (Wiktor Ostrowski, „Warszawiacy w Stutthofie”, Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1971 r., str.59-60). 

Dalsze losy bohaterskich dziewcząt
          
Dalsze losy bohaterskich dziewcząt opisuje w swojej książce „Obóz Koncentracyjny Stutthof”, Krzysztof Dunin-Wąsowicz: „Czterdzieści dziewcząt stało się zaraz przedmiotem zainteresowania i sympatii całego męskiego obozu. W Stutthofie, gdzie było wiele cierpienia i męczeństwa, nie widzieliśmy dotąd pierwiastków heroicznych. Te 40 dziewcząt – to był pierwszy czynnik bohaterski, który wszedł między druty i wieżyczki Stutthofu. Ponieważ większość z nich  były to młode, ładne i inteligentne panny, nic więc dziwnego, że obóz męski ogarnęła fala sympatii i entuzjazmu.... Podrzucano im przez druty papierosy, a nawet jako dowód głębokiej czci – kwiaty kradzione z ogrodu komendantury. Oczywiście takie dowody sympatii wywołały reakcję w starym obozie żeńskim. Zwłaszcza funkcyjne kobiety, zazdrosne o sympatię męskiego obozu dla tych 40 dziewcząt, zaczęły je szykanować złośliwie, jak tylko mogły. Zamknęły je w jednej izbie i nie pozwalały wychodzić, tylko dwa razy dziennie do umywalni. Nie pozwalały na palenie papierosów ani nawet na wyglądanie oknem na ulicę obozową. Po kilku dniach blokowa Jackowska dopięła swego. Ponieważ komendant obozu wydał zarządzenie, że czterdziestka z AK pozostanie w Stutthofie, Jackowska wymogła, że zostały one, rzekomo z powodu braku miejsca w Starym Lagrze, przeniesione do Obozu Żydowskiego, w którym panowały straszne warunki higieniczne. Zabrano im mundury i przyodziano je w ohydne pasiaki, mimo że większość kobiet w Starym Lagrze chodziła w normalnych sukienkach. Zabrano im wszystkie drobiazgi i ciepłe rzeczy. W Obozie Żydowskim oddano pod nadzór blokowej niemieckiej – prostytutki. Dziewczęta nosiły tam dla odróżnienia na prawym ramieniu opaskę z literami AK.
Dziewczęta ewakuowano w dwa dni po rozpoczęciu ewakuacji Stutthofu, tj. 27 stycznia 1945 r. Z zebranych przez Krzysztofa Dunina-Wąsowicza informacji wynika, że 36 z nich przeżyło zarówno obóz, jak i ewakuację. Cztery pozostały w Stutthofie na zawsze.  

Niemieckie obietnice
            
Niezłomna postawa dziewcząt z AK jest przykładem męstwa, patriotyzmu i bohaterstwa wykazywanego w niezwykle tragicznych realiach obozu koncentracyjnego. Natomiast fakt, że zostały osadzone w obozie koncentracyjnym jest jednym z wielu dowodów na to, że Niemcy za nic mieli wszelkie składane przez siebie obietnice. Gdyby było inaczej, dziewczęta powinny trafić do obozu jeńców i być traktowane jak wzięci do niewoli żołnierze. Wynikało to z treści umowy kapitulacyjnej podpisanej przez niemieckiego generała, von dem Bacha-Zelewskiego: „...prawa jeńców wojennych przysługują też osobom nie walczącym, towarzyszącym AK w rozumieniu Art. 81 Konwencji Genewskiej o traktowaniu jeńców wojennych bez różnicy płci”. Również wysłany do obozu telegram nakazywał traktować je w charakterze jeńców. Pisało się jedno, robiło się drugie. Wielu z tych, którzy wtedy uwierzyli w te niemieckie zapewnienia, trafiło potem do obozów koncentracyjnych. 

Dziś, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, czcijmy pamięć Ofiar i Bohaterów!

ws

Telegram zapowiadający przybycie do KL Stutthof transportu 40 dziewcząt z AK.
Teresa Grymala-Piątek, jedna z czterdziestu dziewcząt z AK, nr obozowy: 101952.


Lista nazwisk 40 dziewcząt sporządzona w dniu ich przyjazdu do obozu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz